Mauretania, drony i stary Volkswagen

Zobaczcie materiał z wyprawy kilku śmiałków, którzy jarają się podróżami i produkcją video. Nieobce jest im również korzystanie z dronów przy filmowaniu wypraw, co zobaczycie na klipie.

Dawno nie byliśmy na dłuższym tripie, a tak wyszło, że poznaliśmy Marka, który przejechał już dokładnie taką trasę. Dał nam know-how i towarzyszył w wyprawie.

Pod Skierniewicami kupiliśmy Volkswagena T4 z 1993 roku — za 3200 złotych. Naprawiliśmy go za 3000 złotych i pojechaliśmy. Aby zredukować koszty podróży przez Europę, wzięliśmy 4 osoby z „Blablacar” i cały worek kanapek #cebula.

Jak się okazało, jeden z dodatkowych pasażerów był poszukiwany listem gończym. Został zabrany przez policję po kontroli paszportowej w Stuttgarcie, gdy akurat wysadzaliśmy innego z nadprogramowych towarzyszy naszej wyprawy. No nic, trzeba było jechać dalej.  Pierwszą awarię auta mieliśmy w Hiszpanii, następna na promie do Maroka, a jeszcze kolejną w Mauretanii, Senegalu i Gambii. W Gambii sprzedaliśmy furę za 2500 euro, a dalej pojechaliśmy taksówką do Gwinei Bissau. Wróciliśmy do Polski samolotem z Gambii.

Dodatkowo, na dowód, że płynie w nas polska, przedsiębiorcza krew, wzięliśmy około 400 par okularów przeciwsłonecznych, w celu spieniężenia (pozdro Vadim). Na granicy w Maroko okazało się, że są traktowane jako towar, który eksportujemy i należy je oclić. Na szczęście udało się to obejść, opowiadając historię o planowanym rozdaniu ich dzieciom w Gambii.

Kolejnym złotym pomysłem było zabranie sporej ilości alkoholu i próba przewiezienia go przez muzułmańską Mauretanię — nie róbcie tego! Pomijając jednak tę przygodę, jednym z najfajniejszych przeżyć, które udało się nam sfilmować to dwa gambijskie wesela. Na jednym z nich nie było pana młodego, gdyż miał ważną sprawę do załatwienia za granicą (tak trzeba żyć, panowie).

Łącznie, ruszając z Warszawy, do samej Gambii, przejechaliśmy prawie 7500 kilometrów. Niedługo minie rok od naszego Afrykańskiego wypadu, ale nie mogąc za długo usiedzieć na miejscu planujemy już kolejną wyprawę, tym razem na daleki wschód.

To uczucie, gdy z rana uciekając z Mauretanii wypada Ci pompa wspomagania, ale nic nie szkodzi, bo jest na osobnym pasku. Odkręcasz ją i lecicie dalej. A wieczorem, podczas przejazdu przez park narodowy lecąc 100km/h po piachu, słuchając najgłośniej jak się da „The Prodigy — Smack my bitch up”. Jedziesz między drzewami, bo granica jest otwarta do 18:00, a noc w Mauretanii, poza miastem to lekki stres — urywasz jedną z łap silnika i tracisz 1, 3 i 5 bieg (oraz wsteczny), bo silnik prawie zlatuje na ziemię i urywa się. Zajeżdżasz na bazę, gdzie przypadkiem mają prowizoryczny kanał i naprawiasz wszystko poza wspomaganiem hamulców, casual.

Klip:
Kuba Łubniewski – Viewfinder – Twórców Management.
Paweł Tarasiewicz – AMONDO FILMS
Łukasz Dryżałowski – Epic Shots Unlimited
Robert Romaniuk – Epic Shots Unlimited
Łukasz Sobolewski– lessless.
Marek Warmuz – HollyCow

Post-produkcja: Stage2
Michał Truszkowski
Zosia Krajewska
Maciek Strzeszewski
Michał Ostapowicz

Komentarze
Mauretania, drony i stary Volkswagen
5 (100%) 1