Rudolf Valentino miał w swym 30-pokojowym pałacu wanny z czarnego marmuru i pokrowce ze skóry kobry na chłodnice do swych trzech wozów, Gloria Swanson jeździła lancią, w której tapicerka była zrobiona ze skóry lamparta, Pola Negri miała w salonie sadzawkę rzymską, a w ogrodzie wykładany karraryjskim marmurem basen kąpielowy, nad którym wznosił się wenecki most. Dodatkowo Barbara Apolonia Chałupiec w swej posiadłości w Beverly Hills posadziła drzewostan za 27 tysięcy dolarów. „Tak lubię szum wiatru w gałęziach drzew…” – zwykła mawiać. Człowiek zarabia, może sobie pozwolić – chciałoby się rzec. Jednak ekstrawagancje gwiazd nie ograniczają się tylko do umiłowania przepychu i bezmyślnej rozrzutności. Nim wtrącimy polskiego reżysera do lochu i poddamy go kastracji, pamiętajmy, że przedstawiciele show-biznesu zawsze posiadali uprzywilejowaną pozycję względem prawa oraz tego co dopuszczalne, normalne, właściwe. Publiczne przyzwolenie na ich zachcianki, nałogi, dziwaczne zachowania i przyzwyczajenia było od początku niezwykle wysokie. Cóż, gwiazdy świecą po prostu takim blaskiem, że często trzeba przymykać… hm, po prostu mrużyć oczy.
Zabawy z nieletnimi zawsze wchodziły w skład niedozwolonych przyjemności Hollywood. I tych bardzo pożądanych. Już prekursorzy filmu – giganci ery kina niemego, producenci i reżyserzy, Mark Sennett i D.W. Griffith – dali się poznać jako koneserzy uciech z małoletnimi gwiazdami. Charlie Chaplin dwa razy uniknął skandalu – załamania kariery, łatki pedofila i długoletniej odsiadki – tylko dlatego, że swoje nastoletnie przyjaciółki decydował się poślubić. Jego kumpel po fachu, Roscoe „Fatty” Arbuckle, podczas miłosnego szału w czasie trwającej dwa dni imprezy – można się zapomnieć w zabawie, przyznajcie sami – przebił początkującej aktorce, Virginii Rappe pęcherz moczowy. Dziewczyna zmarła z powodu zapalenia otrzewnej, tłuściocha uniewinniono z powodu… braku dowodów. Z kolei Rudolf Valentino, choć gustował w trochę starszych pięknościach, został oskarżony o bigamię – musiał udowodnić przed sądem, że jedno z jego małżeństw nigdy nie zostało skonsumowane. Przykłady można by mnożyć – a to dopiero lata 20.
Początki Hollywood naznaczyły to miejsce piętnem zakazanych uciech. Tylko tutaj możliwe były naprawdę wielkie kariery – niektórym zrujnowały one nie tylko reputację, ale i zdrowie. Nierzadko akrobaci życiowych uciech wykonywali to ostatnie salto mortale – jazda bez trzymanki kończyła się spektakularną śmiercią. James Dean zginął 30 września 1955 roku podczas jazdy z maksymalną prędkością swoim porsche. Koroner odnotował, że tors aktora pokryty był wieloma bliznami. Jak głosi legenda, James Dean był częstym gościem położonego we wschodnim Hollywood baru. W miejscu nazywanym „Ludzką popielniczką” często błagał ludzi, by gasili na jego odsłoniętej klatce piersiowej papierosy.
Przygwiazdożyć chciało wielu – tylko nielicznym udawało się wytrzymać hollywoodzkie tempo. Stałym elementem diabolicznego stylu życia były alkohol i narkotyki. Dopiero w 1919 roku uznano za niezgodne z prawem przepisywanie przez amerykańskich lekarzy heroiny na receptę. Lata 20. w Hollywood to czasy opium, które z czasem zostało wyparte przez haszysz. Nie bez powodu wiosną 1966 roku Bob Dylan śpiewał „Everybody Must Get Stoned”. Dennis Hopper dość jednoznacznie potraktował przesłanie tego utworu. Zapytany na początku lat 70. o swoich najlepszych przyjaciół bez zastanowienia odpowiedział: „LSD, nasiona powoju, grzyby halucynogenne, meskalina”. Były lata, kiedy aktor w ogóle nie trzeźwiał. Kilka produkcji z jego udziałem przerwano, z paru go wyrzucono – po tym, jak w spektakularnym stylu demolował przygotowane scenografie, niszczył kostiumy czy uwodził żony producentów. Ale to Dennis – recydywista i pyszałek oraz jedna z najznamienitszych postaci kina amerykańskiego.
Roman Polański w swojej biografii dość nieprzyjemnie wspomina swój pierwszy kontakt z LSD. Drugie podejście, które zaliczył wraz z Sharon Tate, uznaje za dużo bardziej udane. Koniec lat 60. to czas, kiedy polski reżyser wrastał w świat filmowej bohemy USA. Do grona jego znajomych należeli: Steve McQueen, Danny Kaye, Otto Preminger, Mike Nichols, Britt Ekland, Michelle Phillips z zespołu The Mamas And The Papas. Ponoć także Jimmy Mitchum – syn Roberta Mitchuma, słynnego gwiazdora kina noir – który zresztą został złapany za posiadanie narkotyków. Palił tyle, że Polański zaproponował mu rolę instruktora w filmie szkoleniowym. Po realizacji filmu „Dziecko Rosemary” grono najbliższych przyjaciół Polańskiego powiększyła Mia Farrow. Po rozwodzie z Frankiem Sinatrą Farrow związała się z Peterem Sellersem, który podobnie jak ona wierzył w hipisowskie ideały. Owinięci muślinem, obwieszeni paciorkami wypatrywali UFO na hollywoodzkim niebie. Dla Sellersa liczyła się przede wszystkim dobra karma – potrafił zejść z planu, gdy zobaczył kogoś ubranego w fiolet. Ten kolor uważał bowiem za przynoszący pecha. Tak samo znikał z knajpy, gdy poczuł złe fluidy – często po złożeniu zamówienia. Z kolei Mia Farrow po zakończonym rozwodem związku z Sinatrą – z którym dzieliło ją niemal wszystko, począwszy od wieku a skończywszy na poglądach politycznych, na przykład tych dotyczących wojny w Wietnamie – szukała kogoś, kto podzielałby jej zainteresowania kosmosem, dobrocią, światowym pokojem i losem bezpańskich zwierząt. Ogólnie peace and love, choć przede wszystkim fun, fun, fun! A Peter Sellers potrafił się bawić bez końca – gdy raz poczęstował Romana Polańskiego miodem przywiezionym z Rzymu, zapomniał nadmienić, iż jego głównym składnikiem jest haszysz. Polański, gdy wreszcie doszedł do siebie, spytał Sellersa, gdzie się znajdują. Po otrzymaniu odpowiedzi z nazwą ulicy uściślił swoje wątpliwości: „Nie pytam o ulicę. W jakim jesteśmy mieście?”.
Najbliżsi znajomi Romana Polańskiego w owym czasie to także Warren Beatty oraz, po realizacji „Chinatown”, Jack Nicholson, u którego Polański nawet pomieszkiwał. Jak pisze w swojej biografii reżyser: „Beverly Hills zmieniło się od czasów zabójstwa Mansona, które niejako przypieczętowało hipisowską epokę dzieci kwiatów. Względnie niewinne środki psychodeliczne i palenie trawki zastąpiły kokaina i metakwalon”. „Black Jack” Nicholson z palenia trawki nie zrezygnował ponoć nigdy – życiowe ustatkowanie też jakoś mu nie przystoi. Z kolei Warren Beatty nim poślubił Annette Bening w 1992 roku, preferował zupełnie inne używki niż barbecue z sąsiadami. To on zasypywał pogrążonego w impasie Polańskiego całą masą anegdot dotyczących swojego intensywnego życia erotycznego. A było co referować. Jak przyznała siostra aktora, Shirley MacLaine: „Jako trzylatka huśtałam Warrena na nodze i już wtedy wiedziałam, że jest ładniejszy ode mnie”. To ponoć ostatni wielki playboy kultywujący hedonistyczne tradycje Hollywood. Do grona wtajemniczonych zaliczają się m.in. Diane Ladd, Jane Fonda, Joan Collins, Natalie Wood, Vivian Leigh, Susan Strasberg, Leslie Caron, Faye Dunaway, Judy Carne, Britt Ekland, Julie Christie, Goldie Hawn, Madonna… Nie wiem, czy warto wymieniać dalej. Podobnie jak Warren nie zapamiętamy nawet połowy z tych nazwisk. Choć warto może na koniec wspomnieć o jednej osobie, która łączy cztery nazwiska wymienione w tym tekście: Polańskiego, Nicholsona, Beattiego i Hoppera. Chodzi o Michelle Phillips z zespołu The Mamas And The Papas. Mająca na koncie ośmiodniowe małżeństwo z Dennisem Hopperem aktorka i piosenkarka zdołała uwieść Romana Polańskiego podczas nieobecności Sharon Tate. Po rozstaniu z Hopperem związała się z Jackiem Nicholsonem, który zadzwonił do Dennisa, by mu o tym powiedzieć. Reakcja Hoppera była zachowawcza: „Powodzenia. Nadal ją kocham, ale to już koniec”. Chyba podczas tej długiej rozmowy Michelle zdecydowała się jednak rzucić Jacka i zamieszkać u Beatty’ego. Ten postanowił do nikogo nie dzwonić, tylko cieszyć się tym faktem – jak się później okazało, na krótko. Rotacja partnerów to norma w Hollywood, społeczne konwenanse tu po prostu nie obowiązują.
Przynależność do bohemy, jakiejkolwiek bohemy, zobowiązuje. Zanim sprawdzisz, czy już naprawdę jesteś famous, wykonaj parę prób. Zamów tapicerkę do samochodu ze skóry rysia, w swojej ursynowskiej kawalerce wybuduj sadzawkę na środku pokoju, uwiedź żonę przyjacielowi – ale koniecznie do niego zadzwoń i podpytaj, jak się z tym czuje. Możesz też dać się złapać policji z niedozwoloną substancją, pić na umór podczas trwającej kilka dni imprezy lub posłużyć za ludzką popielniczkę. Nie rekomendujemy jedynie uwodzenia nieletnich – aby to uszło na sucho, trzeba być już sławnym. A po szum wiatru w gałęziach drzew zapraszamy do Łazienek Królewskich. Psychodeliczne miejsce szczególnie po zmroku. Nic tak nie podnosi libido jak zalotne pohukiwania pawi.
Zabawy z nieletnimi zawsze wchodziły w skład niedozwolonych przyjemności Hollywood. I tych bardzo pożądanych. Już prekursorzy filmu – giganci ery kina niemego, producenci i reżyserzy, Mark Sennett i D.W. Griffith – dali się poznać jako koneserzy uciech z małoletnimi gwiazdami. Charlie Chaplin dwa razy uniknął skandalu – załamania kariery, łatki pedofila i długoletniej odsiadki – tylko dlatego, że swoje nastoletnie przyjaciółki decydował się poślubić. Jego kumpel po fachu, Roscoe „Fatty” Arbuckle, podczas miłosnego szału w czasie trwającej dwa dni imprezy – można się zapomnieć w zabawie, przyznajcie sami – przebił początkującej aktorce, Virginii Rappe pęcherz moczowy. Dziewczyna zmarła z powodu zapalenia otrzewnej, tłuściocha uniewinniono z powodu… braku dowodów. Z kolei Rudolf Valentino, choć gustował w trochę starszych pięknościach, został oskarżony o bigamię – musiał udowodnić przed sądem, że jedno z jego małżeństw nigdy nie zostało skonsumowane. Przykłady można by mnożyć – a to dopiero lata 20.
Początki Hollywood naznaczyły to miejsce piętnem zakazanych uciech. Tylko tutaj możliwe były naprawdę wielkie kariery – niektórym zrujnowały one nie tylko reputację, ale i zdrowie. Nierzadko akrobaci życiowych uciech wykonywali to ostatnie salto mortale – jazda bez trzymanki kończyła się spektakularną śmiercią. James Dean zginął 30 września 1955 roku podczas jazdy z maksymalną prędkością swoim porsche. Koroner odnotował, że tors aktora pokryty był wieloma bliznami. Jak głosi legenda, James Dean był częstym gościem położonego we wschodnim Hollywood baru. W miejscu nazywanym „Ludzką popielniczką” często błagał ludzi, by gasili na jego odsłoniętej klatce piersiowej papierosy.
Przygwiazdożyć chciało wielu – tylko nielicznym udawało się wytrzymać hollywoodzkie tempo. Stałym elementem diabolicznego stylu życia były alkohol i narkotyki. Dopiero w 1919 roku uznano za niezgodne z prawem przepisywanie przez amerykańskich lekarzy heroiny na receptę. Lata 20. w Hollywood to czasy opium, które z czasem zostało wyparte przez haszysz. Nie bez powodu wiosną 1966 roku Bob Dylan śpiewał „Everybody Must Get Stoned”. Dennis Hopper dość jednoznacznie potraktował przesłanie tego utworu. Zapytany na początku lat 70. o swoich najlepszych przyjaciół bez zastanowienia odpowiedział: „LSD, nasiona powoju, grzyby halucynogenne, meskalina”. Były lata, kiedy aktor w ogóle nie trzeźwiał. Kilka produkcji z jego udziałem przerwano, z paru go wyrzucono – po tym, jak w spektakularnym stylu demolował przygotowane scenografie, niszczył kostiumy czy uwodził żony producentów. Ale to Dennis – recydywista i pyszałek oraz jedna z najznamienitszych postaci kina amerykańskiego.
Roman Polański w swojej biografii dość nieprzyjemnie wspomina swój pierwszy kontakt z LSD. Drugie podejście, które zaliczył wraz z Sharon Tate, uznaje za dużo bardziej udane. Koniec lat 60. to czas, kiedy polski reżyser wrastał w świat filmowej bohemy USA. Do grona jego znajomych należeli: Steve McQueen, Danny Kaye, Otto Preminger, Mike Nichols, Britt Ekland, Michelle Phillips z zespołu The Mamas And The Papas. Ponoć także Jimmy Mitchum – syn Roberta Mitchuma, słynnego gwiazdora kina noir – który zresztą został złapany za posiadanie narkotyków. Palił tyle, że Polański zaproponował mu rolę instruktora w filmie szkoleniowym. Po realizacji filmu „Dziecko Rosemary” grono najbliższych przyjaciół Polańskiego powiększyła Mia Farrow. Po rozwodzie z Frankiem Sinatrą Farrow związała się z Peterem Sellersem, który podobnie jak ona wierzył w hipisowskie ideały. Owinięci muślinem, obwieszeni paciorkami wypatrywali UFO na hollywoodzkim niebie. Dla Sellersa liczyła się przede wszystkim dobra karma – potrafił zejść z planu, gdy zobaczył kogoś ubranego w fiolet. Ten kolor uważał bowiem za przynoszący pecha. Tak samo znikał z knajpy, gdy poczuł złe fluidy – często po złożeniu zamówienia. Z kolei Mia Farrow po zakończonym rozwodem związku z Sinatrą – z którym dzieliło ją niemal wszystko, począwszy od wieku a skończywszy na poglądach politycznych, na przykład tych dotyczących wojny w Wietnamie – szukała kogoś, kto podzielałby jej zainteresowania kosmosem, dobrocią, światowym pokojem i losem bezpańskich zwierząt. Ogólnie peace and love, choć przede wszystkim fun, fun, fun! A Peter Sellers potrafił się bawić bez końca – gdy raz poczęstował Romana Polańskiego miodem przywiezionym z Rzymu, zapomniał nadmienić, iż jego głównym składnikiem jest haszysz. Polański, gdy wreszcie doszedł do siebie, spytał Sellersa, gdzie się znajdują. Po otrzymaniu odpowiedzi z nazwą ulicy uściślił swoje wątpliwości: „Nie pytam o ulicę. W jakim jesteśmy mieście?”.
Najbliżsi znajomi Romana Polańskiego w owym czasie to także Warren Beatty oraz, po realizacji „Chinatown”, Jack Nicholson, u którego Polański nawet pomieszkiwał. Jak pisze w swojej biografii reżyser: „Beverly Hills zmieniło się od czasów zabójstwa Mansona, które niejako przypieczętowało hipisowską epokę dzieci kwiatów. Względnie niewinne środki psychodeliczne i palenie trawki zastąpiły kokaina i metakwalon”. „Black Jack” Nicholson z palenia trawki nie zrezygnował ponoć nigdy – życiowe ustatkowanie też jakoś mu nie przystoi. Z kolei Warren Beatty nim poślubił Annette Bening w 1992 roku, preferował zupełnie inne używki niż barbecue z sąsiadami. To on zasypywał pogrążonego w impasie Polańskiego całą masą anegdot dotyczących swojego intensywnego życia erotycznego. A było co referować. Jak przyznała siostra aktora, Shirley MacLaine: „Jako trzylatka huśtałam Warrena na nodze i już wtedy wiedziałam, że jest ładniejszy ode mnie”. To ponoć ostatni wielki playboy kultywujący hedonistyczne tradycje Hollywood. Do grona wtajemniczonych zaliczają się m.in. Diane Ladd, Jane Fonda, Joan Collins, Natalie Wood, Vivian Leigh, Susan Strasberg, Leslie Caron, Faye Dunaway, Judy Carne, Britt Ekland, Julie Christie, Goldie Hawn, Madonna… Nie wiem, czy warto wymieniać dalej. Podobnie jak Warren nie zapamiętamy nawet połowy z tych nazwisk. Choć warto może na koniec wspomnieć o jednej osobie, która łączy cztery nazwiska wymienione w tym tekście: Polańskiego, Nicholsona, Beattiego i Hoppera. Chodzi o Michelle Phillips z zespołu The Mamas And The Papas. Mająca na koncie ośmiodniowe małżeństwo z Dennisem Hopperem aktorka i piosenkarka zdołała uwieść Romana Polańskiego podczas nieobecności Sharon Tate. Po rozstaniu z Hopperem związała się z Jackiem Nicholsonem, który zadzwonił do Dennisa, by mu o tym powiedzieć. Reakcja Hoppera była zachowawcza: „Powodzenia. Nadal ją kocham, ale to już koniec”. Chyba podczas tej długiej rozmowy Michelle zdecydowała się jednak rzucić Jacka i zamieszkać u Beatty’ego. Ten postanowił do nikogo nie dzwonić, tylko cieszyć się tym faktem – jak się później okazało, na krótko. Rotacja partnerów to norma w Hollywood, społeczne konwenanse tu po prostu nie obowiązują.
Przynależność do bohemy, jakiejkolwiek bohemy, zobowiązuje. Zanim sprawdzisz, czy już naprawdę jesteś famous, wykonaj parę prób. Zamów tapicerkę do samochodu ze skóry rysia, w swojej ursynowskiej kawalerce wybuduj sadzawkę na środku pokoju, uwiedź żonę przyjacielowi – ale koniecznie do niego zadzwoń i podpytaj, jak się z tym czuje. Możesz też dać się złapać policji z niedozwoloną substancją, pić na umór podczas trwającej kilka dni imprezy lub posłużyć za ludzką popielniczkę. Nie rekomendujemy jedynie uwodzenia nieletnich – aby to uszło na sucho, trzeba być już sławnym. A po szum wiatru w gałęziach drzew zapraszamy do Łazienek Królewskich. Psychodeliczne miejsce szczególnie po zmroku. Nic tak nie podnosi libido jak zalotne pohukiwania pawi.




























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...