Skąd pomysł na duet?
Konrad Kucz: Miałem przygotowany materiał – typowy ambient, stojące dźwięki, minimal. Wydawca poprosił mnie, żebym tę gotową muzykę czymś okrasił, ożywił. Stopniowo dodawałem instrumenty, urytmiczniłem to trochę, pojawiła się melodia. W pewnym momencie wydawca zasugerował dodanie wokalu w wybranych utworach, może przynajmniej w jednym. Znalazłem stronę internetową Gaby, gdzie było napisane, że Gaba chętnie nawiąże współpracę z różnymi muzykami…
Gaba Kulka: A to jest akurat bardzo zabawne. Wiesz, jak to było, Konrad? Ja chętnie nawiążę współpracę, ale chodziło mi o koncerty – o moje własne koncerty. Ale to dobrze, że zinterpretowałeś to tak, jak zinterpretowałeś.
Co potem?
Konrad: Pierwsze kontakty z Gabą odbywały się drogą mailową, po czym okazało się, że mieszkamy blisko siebie.
Gaba: To prawda, mieszkamy niedaleko, ale materiał na płytę i tak robiliśmy osobno, bo każde z nas było od zawsze przyzwyczajone do pracy samotnie. Ja jeszcze wtedy nie nagrywałam z zespołem. Mimo tych czterech przystanków tramwajem, które nas dzielą, pracowaliśmy osobno i przesyłaliśmy piosenki mailem.A ty się tak łatwo dałeś przekonać, żeby ambient zamienić w piosenki?
Konrad: W zasadzie, kiedy dostałam pierwszą piosenkę, w której Gaba umieściła wszystkie warstwy wokalu po chórek, postanowiłem, że chcę jeszcze.
Gaba: Zresztą działalność Konrada zawsze była dwutorowa. Konrad przecież pisał piosenki dla innych wokalistek. To nie jest jakieś wyjątkowe odstępstwo.
Nie było zderzenia dwóch kompletnie różnych pomysłów
na robienie muzyki?
Gaba: Nie było takich dyskusji, że ja ciągnęłam na przykład bardziej w stronę piosenek, bo to jest to, co znam. Doskonale się rozumieliśmy i w tych bardziej transowych numerach, bardzo mi na nich zależało.
Konrad: Świetnie nam się pracowało. Ja coś czasem sugerowałem, Gaba się do tych moich sugestii odnosiła. Gaba ma dar przekonywania, więc jeśli nie miałem racji, umiała mi ten zły pomysł wyperswadować.
Gaba: I nawzajem. My nie jesteśmy może bardzo szybcy w podejmowaniu decyzji, ale to ma też pozytywne strony. Każde z nas miało czas na zastanowienie się, więc wszystko jest na tej płycie przemyślane. Nie było szybkich, więc też radykalnych decyzji – to mi się podoba, a to na pewno nie. Może dlatego ten album powstawał wieczność.
Konrad: Ze dwa lata chyba?
Gaba: Półtora roku. I nie cały czas pracowaliśmy w tym samym tempie. Na początku zrobiliśmy takie wersje, które nam się wydawały prawie skończone. Ale okazało się, że na ostatnim etapie, kiedy pojawił się Bogdan
Kondracki, materiał wykonał jeszcze gigantyczny skok naprzód. I to skok stylistyczny.
Konrad: Tak, materiał nabrał niezmiernie dużo życia. Nie był taki elektroniczny, nie był taki w stylu 4AD.
Gaba: Bogdan dodał dużo ciepła, dużo akustycznych brzmień. Tu też była dyskusja. Już kończyliśmy, więc wiadomo, że iskry leciały. Ale teraz widzimy, że wszystko było po coś.
I wyszła filmowa, plastyczna płyta.
Gaba: Filmowa, plastyczna – wszystko się zgadza. Bo my plastycy
jesteśmy.
Konrad: Z tej samej uczelni.
Czyli dźwięk inspirowany obrazem – jak najbardziej tak?
Konrad: Zależało nam, żeby złapać oryginalny sound. Dzisiaj trudno wymyślić coś nowego, ale chcieliśmy, żeby ten nasz materiał miał jakiś
charakter.
Gaba: Wydaje mi się, że nie powinniśmy przeć na oryginalność. Nigdy nie zdarzały się momenty, że mówiliśmy: „Zróbmy to jak…” i tu pojawiał się jakiś wykonawca, którego lubimy. Nie było takiego klimatu. Zawsze wszystko było skoncentrowane tylko na dźwiękach, które mieliśmy. Wiadomo, że ostateczny efekt można porównywać. Dla mnie tam jest trochę Amona Tobina. Ale fakt jest taki, że nazwisko Tobin nie padło między nami nawet raz przez te półtora roku nagrań.
Konrad: A ja tak często mam, że zrobię jakiś projekt i ktoś mi mówi: „Słuchaj, to mi przypomina jakiegoś artystę”. I wymienia imię i nazwisko, które nic mi nie mówi. I ja nie wiem, o czym to świadczy. Ale potem słucham i jednak się okazuje, że faktycznie.
A kto wprowadził wodewil? Wy, Bogdan?
Konrad: Chciałem wniknąć w charakter Gaby.
Gaba: No to dobrze odczytałeś, bo mnie kręcą takie klimaty. Wydaje mi się, że nawet wybierając podkłady, czułam, że mi to podsuwasz, bo będę wiedziała, co z tym zrobić. To takie wzajemne uzupełnianie się.
Konrad: Największym przekleństwem współczesności jest sytuacja, w której jakiś producent jest odpowiedzialny za całość. On sobie wymyśli formę muzyczną i próbuje ją narzucić artystce, mimo że nie pasuje to do jej charakteru. Trzeba wnikać w osobowość.
Gaba: Tylko wtedy jest komunikacja. W tych piosenkach było sporo tematów, których wcześniej nie próbowałam śpiewać. Nawet nie myślałam, że bym mogła. Fajnie, że przerzucamy się pomysłami, które mogłyby być dla nas obce.
Czyli jeszcze trochę edukacji?
Konrad: Coś w tym jest. Ja się przyznam, że nie słucham za dużo z tych rzeczy, których słucha Gaba, nie kupiłbym tych płyt…
Gaba: …więcej ci nie przegram!
Konrad: Lubię nudy, ambient, elektronikę, ale pewnie ktoś powie, że w nie najlepszym guście, bo tę starą. Ale może to jest właśnie jakiś warunek, żeby tworzyć coś z dwóch przeciwnych biegunów.
Gaba: Dla mnie ta współpraca była nowością też pod tym względem, że ja wcześniej nie dogrywałam wokali do gotowych podkładów niewymyślonych przeze mnie, więc dla mnie to było bardzo rozciągające muzycznie i umysłowo.
Konrad: Ja miałem podobną sytuację z Futrem. Kasia Nowicka była dla mnie zupełnie innym światem, ona jest osobą zorientowaną na nowości. Ja jestem konserwatystą z natury i zamiłowania, lubię stare rzeczy. Ale dzięki kontaktom z takimi ludźmi jak Novika otworzyłem się na nową scenę.
A jak projekt Kucz/Kulka zafunkcjonuje wśród rzeczy, które robicie regularnie? To jednorazowy wyskok? Myślicie o kontynuacji?
Gaba: Nie zakładamy z góry ani jednego, ani drugiego. Jeśli nie będzie pomysłu, nie będziemy się zmuszać, bo koncepcja jest najważniejsza. Trzeba mieć pomysł na płytę.































Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...