James Brown „Santa Claus, Go Straight to the Ghetto”
Ojciec chrzestny soulu nie dał się poznać jako szczególnie moralny chrześcijanin. Dwukrotnie skazany na trzyletnie odsiadki, oskarżany o gwałt,
napaść i przemoc domową. Zbir, jakich mało. Także w muzyce. Nic dziwnego, że jego wersja kolędowania to czysty funk podszyty politycznym
przesłaniem.
Sufjan Stevens „That Was the Worst Christmas Ever”
Kim byłby Sufjan, gdyby Bożego Narodzenia nie zamienił w kolejny festiwal neurotyzmu? (Damienem Rice’em, ale mniejsza o to.) Zamiast z uśmiechem dopychać karpika makowcem, wrażliwiec woli rozpamiętywać nieprzyjemne strony rodzinnych zgromadzeń. Tata krzyczy? Siostra ma dosyć? Wszyscy udają? Gratulacje, twoja rodzina nie różni się od innych.
The Knife „Christmas Reindeer”
Szwedzkie rodzeństwo Anderssonów najwyraźniej dość szybko przestało wierzyć w świętego Mikołaja: wspomnienie o świętach jest mroczną fantasmagorią ze szczekającym reniferem w roli głównej. Północny sceptycyzm naznaczony niedopowiedzianą traumą tworzy podkład jednego z najbardziej niepokojących nagrań The Knife. Te dzieci nie dorastały w Bullerbyn. Miara psychodelii: Warszawa występuje w tekście jako odległe miejsce na południu!
The Waitresses „Christmas Wrapping”
Nowofalowy klasyk pouczający o korzyściach z samotnego dekowania się z pustą lodówką. Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz w kolejce, gdy głód zagna cię w końcu do nocnego. Oryginalną intencję hymnu wypaczyła nieco okropna wersja nagrana przez Spice Girls do reklamy Tesco, ale to było zanim zamknięto hipermarkety na święta.
Saint-Étienne feat. Chris Burgess „I Was Born on Christmas Day”
Patroni tanecznego indie popu pamiętali, że 25 grudnia to urodziny. Pomylili tylko jubilata. Żeby tak się wepchać przed Jezusa, trzeba mieć naprawdę dobre samopoczucie, ale to akurat niezbyt trudne, gdy ma się na podorędziu durnowato pozytywną muzykę.
The Killers „Don’t Shoot Me Santa”
Chłopcy wychowani w Las Vegas musieli wynieść z domu osobliwą wizję świątecznego patosu. Mikołaj jako szeryf mściciel przychodzący po małego mordercę? Proszę bardzo. Pierwszy z serii przewrotnych, charytatywnych singli, którymi Brandon Flowers i spółka co roku potwierdzają swoje miejsce w panteonie tragikomicznych błaznów popkultury.
Bing Crosby & David Bowie „Little Drummer Boy”
Jeśli ktoś chce wierzyć w zasypującą podziały moc świątecznej aury, to doszuka się jej w surrealistycznym duecie idola konserwy z Ziggym Stardustem. Crosby, znany z nieśmiertelnego „White Christmas”, wyciągnął rękę do Bowiego, gdy ten szukał ucieczki od wizerunku androginicznego kosmity. Bowie odwdzięczył się słabo, pomstując na wybór piosenki i wymagając dopisania do niej osobnej partii. Na Marsie nie uczą dobrych manier.
Run D.M.C. „Christmas in Hollis”
Kto nawet na pasterkę zakłada oldschoolowe adiki, ten zagustuje w pierwszej hiphopowej kolędzie. Legendarny skład rymuje o świętach w Queens: to taki specjalny wieczór, kiedy nie kradniesz portfela Sancie. „Wigilijna opowieść” w wersji getto? To mogło się udać tylko mistrzom.
My Chemical Romance „All I Want for Christmas Is You”
Bogowie emo sięgający po Świętego Graala hipermarketowych radiowęzłów? To było do przewidzenia. W końcu Mariah Carey to w głębi duszy prawdziwa punkówa, nie? No, może nie. Co nie znaczy, że nie udało jej się napisać energetycznego kawałka, który odarty z plastikowej produkcji zachowuje moc muzycznej bateryjki. Oryginał z powodzeniem napędza ruch między półkami z majonezem. Cover stawia na nogi, gdy przedawkujecie sałatkę.
The Pogues „Fairytale of New York”
Matka wszystkich alternatywnych piosenek świątecznych to gorzka opowieść aresztowanego w Nowym Jorku Irlandczyka, który w celi rozpamiętuje swoje życiowe przegrane. Picie, ćpanie, związek w rozsypce – i jeszcze ten irytujący Sinatra atakujący z każdego głośnika! Pamięć o utraconym szczęściu nigdy nie boli bardziej, niż kiedy śpiewa o nim wygnaniec z Zielonej Wyspy. Byle nie Bono.
Ojciec chrzestny soulu nie dał się poznać jako szczególnie moralny chrześcijanin. Dwukrotnie skazany na trzyletnie odsiadki, oskarżany o gwałt,
napaść i przemoc domową. Zbir, jakich mało. Także w muzyce. Nic dziwnego, że jego wersja kolędowania to czysty funk podszyty politycznym
przesłaniem.
Sufjan Stevens „That Was the Worst Christmas Ever”
Kim byłby Sufjan, gdyby Bożego Narodzenia nie zamienił w kolejny festiwal neurotyzmu? (Damienem Rice’em, ale mniejsza o to.) Zamiast z uśmiechem dopychać karpika makowcem, wrażliwiec woli rozpamiętywać nieprzyjemne strony rodzinnych zgromadzeń. Tata krzyczy? Siostra ma dosyć? Wszyscy udają? Gratulacje, twoja rodzina nie różni się od innych.
The Knife „Christmas Reindeer”
Szwedzkie rodzeństwo Anderssonów najwyraźniej dość szybko przestało wierzyć w świętego Mikołaja: wspomnienie o świętach jest mroczną fantasmagorią ze szczekającym reniferem w roli głównej. Północny sceptycyzm naznaczony niedopowiedzianą traumą tworzy podkład jednego z najbardziej niepokojących nagrań The Knife. Te dzieci nie dorastały w Bullerbyn. Miara psychodelii: Warszawa występuje w tekście jako odległe miejsce na południu!
The Waitresses „Christmas Wrapping”
Nowofalowy klasyk pouczający o korzyściach z samotnego dekowania się z pustą lodówką. Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz w kolejce, gdy głód zagna cię w końcu do nocnego. Oryginalną intencję hymnu wypaczyła nieco okropna wersja nagrana przez Spice Girls do reklamy Tesco, ale to było zanim zamknięto hipermarkety na święta.
Saint-Étienne feat. Chris Burgess „I Was Born on Christmas Day”
Patroni tanecznego indie popu pamiętali, że 25 grudnia to urodziny. Pomylili tylko jubilata. Żeby tak się wepchać przed Jezusa, trzeba mieć naprawdę dobre samopoczucie, ale to akurat niezbyt trudne, gdy ma się na podorędziu durnowato pozytywną muzykę.
The Killers „Don’t Shoot Me Santa”
Chłopcy wychowani w Las Vegas musieli wynieść z domu osobliwą wizję świątecznego patosu. Mikołaj jako szeryf mściciel przychodzący po małego mordercę? Proszę bardzo. Pierwszy z serii przewrotnych, charytatywnych singli, którymi Brandon Flowers i spółka co roku potwierdzają swoje miejsce w panteonie tragikomicznych błaznów popkultury.
Bing Crosby & David Bowie „Little Drummer Boy”
Jeśli ktoś chce wierzyć w zasypującą podziały moc świątecznej aury, to doszuka się jej w surrealistycznym duecie idola konserwy z Ziggym Stardustem. Crosby, znany z nieśmiertelnego „White Christmas”, wyciągnął rękę do Bowiego, gdy ten szukał ucieczki od wizerunku androginicznego kosmity. Bowie odwdzięczył się słabo, pomstując na wybór piosenki i wymagając dopisania do niej osobnej partii. Na Marsie nie uczą dobrych manier.
Run D.M.C. „Christmas in Hollis”
Kto nawet na pasterkę zakłada oldschoolowe adiki, ten zagustuje w pierwszej hiphopowej kolędzie. Legendarny skład rymuje o świętach w Queens: to taki specjalny wieczór, kiedy nie kradniesz portfela Sancie. „Wigilijna opowieść” w wersji getto? To mogło się udać tylko mistrzom.
My Chemical Romance „All I Want for Christmas Is You”
Bogowie emo sięgający po Świętego Graala hipermarketowych radiowęzłów? To było do przewidzenia. W końcu Mariah Carey to w głębi duszy prawdziwa punkówa, nie? No, może nie. Co nie znaczy, że nie udało jej się napisać energetycznego kawałka, który odarty z plastikowej produkcji zachowuje moc muzycznej bateryjki. Oryginał z powodzeniem napędza ruch między półkami z majonezem. Cover stawia na nogi, gdy przedawkujecie sałatkę.
The Pogues „Fairytale of New York”
Matka wszystkich alternatywnych piosenek świątecznych to gorzka opowieść aresztowanego w Nowym Jorku Irlandczyka, który w celi rozpamiętuje swoje życiowe przegrane. Picie, ćpanie, związek w rozsypce – i jeszcze ten irytujący Sinatra atakujący z każdego głośnika! Pamięć o utraconym szczęściu nigdy nie boli bardziej, niż kiedy śpiewa o nim wygnaniec z Zielonej Wyspy. Byle nie Bono.































Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...