MAGAZYN / MUZYKA
BIAŁE KŁAMSTWA
BIAŁE KŁAMSTWA
WHITE LIES
Tekst: Maciek Piasecki    
2010.02.12
Ich występ na Open’erze szczelnie wypełnił festiwalowy namiot, a fanki przyprawił o niekontrolowany atak pisku. Na drugim koncercie ponuraków z White Lies (tym razem w warszawskiej Stodole, 7 lutego) może być podobnie, więc jeśli niemiłe ci tłumy i wysokie dźwięki, to przeczytaj ten wywiad i zastanów się, czy warto. Oj dobra: pewnie, że warto!

Pracujecie już nad drugą płytą?

Jack Lawrence-Brown (perkusja): Dużo o niej myślimy, ale trasa zajmuje nam zbyt wiele czasu, żebyśmy mogli zacząć poważną pracę. Charles (Cave, basista – przyp. red.) napisał już dużo tekstów, ale nie chcemy nagrywać płyty na raty. Wejdziemy do studia, spędzimy tam dwa, trzy miesiące i wyjdziemy z gotowym albumem – tak jak zrobiliśmy przy debiucie.


Tym razem możecie poświęcić znacznie więcej czasu na dopieszczanie utworów.

Kiedy pracowaliśmy nad „To Lose My Life”, terminy bardzo nasograniczały. Płyta musiała być gotowa konkretnego dnia. Tym razem będziemy mogli trochę poeksperymentować, mamy o wiele więcej swobody. W tym roku nie zagramy już wielu koncertów – skupimy się na tym, żeby druga płyta była naprawdę dobra.

Czymś nas zaskoczycie?

Płyta będzie fundamentalnie inna. W czasie nagrywania pierwszego albumu nie mieliśmy za sobą zbyt wielu koncertów. Teraz występujemy już od półtora roku. Z każdym koncertem poprawiają się nasze umiejętności muzyczne. To także daje nam więcej swobody.

Usłyszymy jakieś premierowe kawałki na waszym najbliższym koncercie w Warszawie?

Jeszcze nie wiemy. Chcemy zacząć grać nowe utwory, zanim ukaże się płyta, ale chyba nie uda się tego zrobić przed wejściem do studia. Planujemy parę występów na letnich festiwalach, tam na pewno zagramy niepublikowane wcześniej numery.

Czujecie presję przed ujawnieniem nowego materiału? Przy całym
szumie medialnym towarzyszącym „To Lose My Life” nawet kiepska
płyta odniosłaby sukces. Teraz nie będzie tak łatwo.

Presja jest bardzo silna. Przede wszystkim osobista. Nam samym, bardziej niż komukolwiek innemu, zależy na przebiciu pierwszego albumu. To sobie musimy udowodnić, że nie wypaliliśmy się po jednej płycie. Na pewno nie chcemy zawieść też naszych fanów. Opinia mediów nie jest dla nas tak istotna.

Kiedy album pojawi się w sklepach?

Mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku. Jeśli to się nie uda, wydamy chociaż jakiś singiel, żeby wszyscy mogli się przekonać, czego oczekiwać po płycie. Nie zamierzamy przyspieszać prac nad materiałem kosztem jego jakości.

Umilicie nam jakoś czekanie? Niedawno udostępniliście za darmo w internecie niepublikowany na fizycznych nośnikach utwór „Taxidermy”. Myślicie o kolejnym prezencie dla fanów?

To świetny pomysł. Podczas nagrywania płyty chcemy zachować kontakt z publicznością – może przez bloga albo dziennik wideo?

A może jakiś nowy cover? Graliście kawałki Kanye Westa, Portishead, Arctic Monkeys – kto następny?

Na koncertach grywamy ostatnio utwór Talking Heads, „Heaven”.Wychodzi całkiem nieźle i sprawia nam sporo frajdy. Miło jest grać utwory, które się kocha i osobiście uważa za bardzo istotne. Może nagramy właśnie ten cover?

A jacyś nowi artyści? Jest młody zespół, którego piosenkę chcielibyście zagrać?

Jasne! Wszyscy uwielbiamy zeszłoroczny album Fever Ray. Jesteśmy wielkimi fanami Karin Andersson i The Knife. Chcielibyśmy nagrać któryś z jej utworów. Zrobimy to na pewno, jak tylko znajdziemy trochę czasu.

Swój pierwszy koncert w Polsce zagraliście na dużym festiwalu, teraz wystąpicie na klubowej scenie. W której sytuacji czujecie się pewniej?

To zależy. Kiedy szykowaliśmy się do występu na Open’erze, nie mieliśmy pojęcia, czego się spodziewać. Kiedy grasz w klubie, masz świadomość, że publiczność przyszła tam tylko dla ciebie. Na festiwalu jest inaczej. Okazało się, że to był jeden z naszych najlepszych festiwalowych koncertów – wspaniała publiczność, świetna atmosfera na festiwalu. Od występu na Open’erze bardzo chcieliśmy wrócić do Polski, żeby zagrać klubowy koncert. Cieszę się, że się udało!

Spodobało wam się w Polsce? Kiedy pierwszy raz obejrzałem poindustrialny teledysk do „Farewell to the Fairground”, od razu pomyślałem sobie: „O, ci goście powinni nas odwiedzić, znajdą tutaj coś dla siebie”.

Zaskoczę cię, ale tego lata odbyliśmy w Polsce bardzo przyjemną podróż nie po fabrycznych pustkowiach, ale po zielonych wsiach. A ten teledysk, o którym mówisz, kręciliśmy w północnej części Rosji – chociaż tak samo wygląda pewnie wiele innych miejsc na ziemi. Bardzo chcemy zobaczyć Warszawę, bo jeszcze nigdy nie widzieliśmy żadnego polskiego miasta. Poza Open’erem nigdy nie byliśmy w Polsce, to będzie dla nas zupełnie nowe doświadczenie!

GALERIA

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.