MAGAZYN / DESIGN
 ADWENT KRÓLA
ADWENT KRÓLA
BRUCE NAUMAN
Tekst: Jan Mirosław    
2009.11.06
Sztuka nie jest hierarchiczna. Podobno. Czymże jednak byłby świat bez naturalnego odruchu katalogowania i ustawiania według wielkości? Jak inaczej wytłumaczyć poruszenie, gdy Sasnala wymienią w którymś ze światowych rankingów? O wartości podobnych zestawień będziemy mogli dyskutować po 14 grudnia. Tego dnia do Centrum Sztuki Współczesnej zawita wystawa najważniejszego żyjącego artysty, Bruce’a Naumana. 
Kurz nie zdążył pokryć jeszcze Złotego Lwa weneckiego Biennale, a tegoroczny zwycięzca nagrody za najlepszy pawilon przyjeżdża do Warszawy z przeglądem swoich prac. Tym samym Zamek Ujazdowski kontynuuje chlubną tradycję sprowadzania nazwisk z absolutnej światowej czołówki, które u nas nazbyt często funkcjonują jedynie wśród wtajemniczonych. A przecież Nauman to nie tylko dwukrotny triumfator Wenecji i numer jeden niemal każdej listy najważniejszych żyjących artystów, ale także twórca, który potrafi się podobać. Jego przepustką do sławy stały się inteligentne neony – tyleż ironiczne, co kolorowe. Ładne, bardzo ładne. Ale ta atrakcyjna bezpośredniość nie daje odpowiedzi, dlaczego Naumana uważa się za postać tak wpływową?

Długa droga na światowe salony wiodła wprost z amerykańskiego Midwestu. Urodzony w Indianie w rodzinie przerzucanego po kraju inżyniera Bruce zaczynał studia w Wisconsin, a kończył w Kalifornii. Jego pierwsze kroki wiodły w kierunku matematyki i muzyki, dopiero potem zmienił przedmiot na sztukę. Miał szczęście. Na University Of California w Davis
spotkał mentorów o wyrobionej sławie: malarzy Wayne’a Thiebauda i Williama T. Wileya oraz ceramika, Roberta Arnesona. Nic dziwnego, że galerie biły się o jego prace jeszcze przed dyplomem. W rezultacie już pierwsza wystawa u Nicholasa Wildera w Los Angeles uczyniła z debiutanta prawdziwą gwiazdę. Prace z włókna szklanego i styropianu stanowiły w tym
czasie ekscytującą alternatywę dla tradycji, a neon głoszący, że „Prawdziwy artysta pomaga światu, rozwijając mistyczne prawdy” zachwycał połączeniem zjadliwej współczesnej ironii z tęsknotą, do której trudno się przyznać. Sam artysta wspomina, że do wykorzystania tej techniki zainspirował go neon reklamujący piwo w okolicznym barze. „Spodobała mi się możliwość wykorzystania znaku, który byłby czytany z zewnątrz, a jednocześnie widoczny od środka” – tłumaczył w „Art Newspaper”. Po zaledwie kilku latach kariery retrospektywę jego twórczości zaprezentowała LACMA, najważniejsza galeria Zachodniego Wybrzeża USA.

Nauman był już jednak zainteresowany czymś zupełnie nowym. Jego uwaga skierowała się ku sztuce wideo. W tym okresie dała znać o sobie fascynacja ciągami i powtarzalnością. Ta datowała się jeszcze od studiów matematycznych, a wzmacniało ją umiłowanie eksperymentów muzycznych Johna Cage’a, filozofii Ludwika Wittgensteina i poetyki Samuela Becketta. Nauman zaczął konstruować instalacje, w których zarejestrowane, powtarzalne czynności miały wciągnąć odbiorcę w przewrotną grę (braku) znaczeń. Kwestionowanie przyzwyczajeń widowni, straszenie jej zdeformowaną przestrzenią, nagrywanie reakcji – tym bawił się, zanim bawili się tym wszyscy inni. Uznawany za duchowe dziecko dadaisty Man Raya był jednocześnie chwalony i atakowany za rozbrajającą głupkowatość i pustkę swoich dzieł. Krytycy do dziś pozostają bezbronni. „Nie można przeciw niemu powiedzieć niczego, czego nie powiedziano by już, chwaląc go” – pisał jeden z tuzów, Jed Perl, zastanawiając się, „dlaczego ludzie pozwalają się zanudzić na tak wielką skalę”. Tam, gdzie jedni widzieli tylko nudę, inni dostrzegli smoliście czarny humor, a powtarzający się motyw klauna tylko utwierdził wiarę w przewrotne założenia artysty, którego sztuka z wiekiem nabrała coraz bardziej antyspołecznego wydźwięku.

On sam pozostaje enigmą. Od lat mieszka na ranczu w Nowym Meksyku razem z żoną, malarką Susan Rothenberg i niezmiernie rzadko pojawia się publicznie. Gdy ogląda się dzieło bezpośrednio zainspirowane życiem na amerykańskim pograniczu – głośne „Stawianie dobrego kąta”, czyli rzeczywisty zapis naciągania metalowej siatki na ogrodzenie działki – można się zastanawiać, czy strategia działania poprzez nudę zawsze działa. Jednak uwaga Naumana od lat koncentruje się na czymś innym. Artysta od lat komunikuje się głównie poprzez ciało – od fizycznej obecności we własnych
wideoartach aż po woskowe odlewy głów i ręce z brązu. „Pomysł polega na tym, by używać ciała jako narzędzia lub obiektu, którym można manipulować” – wyjaśniał podczas Biennale. Jego asystentka, Juliet, której głowa posłużyła jako wzorzec odlewu do jednej z weneckich instalacji, precyzuje, że Nauman robi odlewy własnych rąk, ale nigdy głowy. Częsta pomyłka bierze się z tego, że model Andrew jest bardzo podobny do Bruce’a. W Wenecji nie zabrakło jednak mocniejszych atrakcji. „Wisząca karuzela” to podwieszone w kole manekiny służące do naciągania skóry zwierząt przed ich wypchaniem. Całość uzupełnia nagranie patroszenia lisa przez jednego z przyjaciół artysty. Zgodnie z założeniem, że sztuka „ma być
niczym uderzenie kija bejsbolowego w twarz”.

Wśród prac, które przyjeżdżają do Warszawy na wystawę pod wymownym tytułem „Nie/No”, znajduje się najważniejsza realizacja ostatnich lat, zatytułowana „Mapping the Studio II (Fat Chance John Cage)”. Jest to wielogodzinny zapis tego, co dzieje się pod nieobecność artysty w jego studiu, ze szczególnym uwzględnieniem działań kota i myszy. Artysta rozstawił siedem kamer, by odtworzyć mapę nocnych wędrówek nieproszonych gości wśród stert niedokończonych projektów. Czy to najlepsza droga, by odkryć jakąś nieznaną dotąd prawdę? „Niezwykłe jest nie to, że Nauman krzyczy, ale to, że ludzie słuchają” – pisał Perl. W grudniu mamy najlepszą okazję, by przekonać się dlaczego.
GALERIA

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.