Romero rozpoczął zabawę w kino w wieku 14 lat, swój pierwszy film ,,The man from the meteor" nakręcił amatorską kamerą 8 mm. Podczas kręcenia młodociany reżyser został aresztowany - rzucił płonącą kukłę z dachu. To wydarzenie nie zniechęciło naszego bohatera i od tamtego czasu wiedział, co jest jego celem w życiu. Po zakończeniu studiów wraz z przyjaciółmi założył firmę produkującą reklamy oraz filmy szkoleniowe dla wielkich korporacji.
Za zarobione pieniądze (10 tys. dolarów) wyprodukował swoje sztandarowe dzieło.
"Noc żywych trupów" jak na tamte lata była filmem drastycznym i brutalnym. Ascetyczna, nakręcona na czarno-białej taśmie przypominała klasyczne dzieła niemieckiego ekspresjonizmu filmowego. Fabuła jest prosta: odcięci od świata ludzie zamknięci w domu na uboczu atakowani są przez całe zastępy zombie. Film przełamywał bariery rasowe - głównym bohaterem i do tego pozytywnym był Afroamerykanin.
"Noc…" z początku puszczana w amerykańskich kinach w cyklu tzw. midnight movies - wieczornych seansów, zyskiwała coraz większą rzeszę sympatyków. Póżniej trafiła do normalnej dystrybucji.
W 1990 roku Tom Savini, charakteryzator i spec od efektów w horrorach nakręcił doskonały remake "Nocy żywych trupów", który Wam drodzy czytelnicy gorąco polecam. W komedio-horrorze z lat osiemdziesiątych "Powrót żywych trupów" jeden z bohaterów mówi, że "Noc…" była oparta na faktach, ale Pentagon wszystkiemu zaprzecza!
Po zasłużonym sukcesie Romero wziął się za kręcenie filmów w innych gatunkach. Miały one dosyć chłodne przyjęcie i w 1978 roku powrócił do swojego ulubionego tematu, czyli żywych trupów. Druga część cyklu - "Świt żywych trupów" - okazała się wielkim sukcesem. Nakręcona za 1,5 mln dolarów zarobiła na całym świecie 40 milionów. Uciekinierzy z miasta ukryci w ogromnym centrum handlowym walczą z hordami wygłodzonych zombie. Film według reżysera był krytyką konsumpcyjnego społeczeństwa. W 2004 roku Zack Snyder nakręcił kompletnie nieudany i niepotrzebny remake. Po świcie, wiadomo, nadchodzi dzień i w 1985 roku George nakręcił "Dzień żywych trupów".
Jest to najsłabsza część trylogi o żywych trupach, ale ma najlepsze efekty specjalne i jest pełna scen gore. Odpowiadał za nie wymieniony już Tom Savini.
Akcja filmu toczy się w laboratorium, gdzie wojskowi dokonują eksperymentów na żywych trupach. W filmie za dużo jest dialogów, a za mało akcji, przez co rozczarowuje.
Po trylogii nakręcił średnio przyjęte przez krytykę i publiczność filmy, tj. "Małpią intrygę" czy "Bruiser" z gościnnym udziałem horrorpunkowego zespołu Misfits. Oni wystąpili w jego filmie, a on wyreżyserował dla nich teledysk "Scream".
Po klapie ostatnich produkcji poszedł po rozum do głowy i nakręcił kolejny zombie horror. "Ziemia żywych trupów" z 2005 r. jest mało zaskakującym filmem o żywych trupach. Innowacją są inteligentne zombie, przypominające trochę te z "28 dni później" Danny'ego Boyle'a.
Romero powiedział, że "Ziemia…" otwiera trylogię numer dwa. Wchodząc po raz czwarty do tej samej rzeki, Romero nie rozczarował swoich fanów. Zresztą są oni tak oddani, że chcą za darmo statystować jako zombie w jego filmach! Ponoć na castingi na zombie-statystów zgłasza się cała masa ludzi.
Ostatnim jego filmem o umarlakach są "Kroniki żywych trupów" z 2007 roku utrzymane w stylu "Blair Witch Project". Na 2009 rok zapowiadany jest kolejny film z żywymi trupami w tytule!
































Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...