Lost in BMX seria 2016

Lato zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim długo oczekiwana seria BMX. Tym razem aż cztery miasta, cztery wielkie imprezy, robiące wrażenie nazwiska riderów. Organizatorzy przekonują, że szykuje się naprawdę ostra jazda. Nie możemy się doczekać, dlatego sprawdzamy, co dokładnie będzie się działo.

Wszystko zaczęło się rok temu w momencie gdy rowerowi bracia z Czech z TBB-Bike shop połączyli się z Monster Energy i rozpoczęli wspólny projekt o nazwie Lost In BMX. Postawili sobie za cel „obudzić miasta” – zawładnąć ich ulicami, głównie tam, gdzie BMX-y nie są aż tak popularne. Można powiedzieć, że szukali nieodkrytych miejscówek z potencjałem. Chcieli pokazać, co oferują. Początkowo wydawało się, że to szalony pomysł. Ale do wszystkich błyskawicznie dotarło, że w tym szaleństwie jest metoda. Tak trafili do Aten, a sukces zaskoczył nawet takich optymistów i pasjonatów jak oni. Okazało się, że event był strzałem w dziesiątkę. Atmosfera wspaniała, widoki i miejskie spoty – niesamowite, a team – pomimo utrudnień – świetnie się bawił. Uczestników i gości nie zatrzymał ani rzęsisty deszcz, ani święto narodowe, w wyniku którego ulice były w dużej mierze zamknięte. Wszędzie tłumy maszerujących żołnierzy, za nimi czołgi – trzeba przyznać, że widoki od początku były oryginalne. Mimo wszystkich utrudnień chłopakom udało się wykonać wysokiej jakości robotę, a na wspomnienie tej wyprawy wszystkim wraca uśmiech na twarze.

Z rozbudzonym apetytem trafili do Budapesztu, zwanego Paryżem Wschodu. Miasto określa się też mianem ukrytego skarbu, prawdziwego małego imperium epickich spotów i królestwa raili (tak mówią lokalsi na jedną z dzielnic). Czuło się w powietrzu, że tu będzie równie dobrze jak w Grecji. Wprawdzie żar lał się z nieba do późnych godzin wieczornych, a powietrze niemalże stało w miejscu, jednak zawodnicy jeździli bez końca, jakby na jakimś turbodoładowaniu. Wiele było takich chwil, gdy wydawało się, że czegoś nie można, to nie do zrobienia, nie dadzą rady etc. Po chwili trzeba było już zbierać szczęki z podłogi, bo działy się rzeczy niesamowite. Zawsze znalazło się odpowiednie miejsce do jazdy. Po prostu Budapeszt był idealnie skrojony pod BMX-owe gry. Oba edity przyniosły wyjątkowo pozytywny odzew. Organizatorzy nie mieli wyboru. Nie wolno było porzucić tak dobrej koncepcji. Zostało jeszcze wiele miast do odwiedzenia i wiele do zaprezentowania.

Monster

Ponownie usiedli do stołu i wykonali plan. Większy, mocniejszy i głośniejszy. Po długich i zażartych dyskujach, które nie raz i nie dwa toczyły się do samego rana, zrodziła się nowa seria Lost In BMX 2016. Co się zmieniło? Na pierwszy rzut oka widać, że wydarzenie nabrało większej mocy. Nie tylko wprowadzono więcej epizodów, ale przede wszystkim pojawiły się naprawdę unikalne lokacje: otwierający Berlin, Wilno, St. Petersburg i zamykający sezon Kraków. Juz zapowiedziano, że na czterech odcinkach pojawią się liczne talenty. Team od zeszłego roku generalnie urósł w siłę, co cieszy najbardziej, bo dowodzi, że impreza jest jednocześnie megaprofesjonalna i świeża. W ekipie są teraz riderzy tacy jak: Fernando Laczko & Jason Eustathiou, Michal Smelko i Vita Kacha. Za BMX-y złapią też prawdziwe gwiazdy, czyli Benny L oraz Ed Zunda – potwierdzony na rosyjski przystanek. Robi wrażenie! Nie możemy się doczekać, by zobaczyć ich w akcji. I to na żywo.

Zacieramy ręce i bukujemy czas, by latem skoczyć na któryś z zaplanowanych eventów. To będzie wielkie wydarzenie i prawdziwe święto dla wszystkich, którzy potrzebują energetycznego kopa. Już czujemy tę atmosferę pozytywnej zajawki i nieopisanej radości,
która sprawia, że czas płynie w rytmie nie godzin czy minut, a riderskich trików. Musimy przyznać, że zdążyliśmy się już za tym stęsknić. Widzimy się!

Lost in BMX seria 2016
4 (80%) 1