Leski: Miłość po okresie „demo”, bez różowych okularów

Dwa zdjęcia przedstawiające męzczyzne na miętowym tle
fot. Bartek Wieczorek

Sam o sobie pisze: Jestem Leski i nie jestem powiatem. Składam słowa. Scalam dźwięki. Śpiewam. Cieszą mnie pogranicza gatunkowe. Na początku czerwca miała premierę jego najnowsza długogrająca płyta Miłość. Strona B. Rozmawiamy z Leskim o tym, co się działo przez ostatnie 4 lata, pytamy gdzie najchętniej spędziłby wakacje i o nurtujące fanów pytanie: czy będzie więcej kaset magnetofonowych z muzyką z najnowszego krążka?

Debiutowałeś 4 lata temu, EP-ką Zaczyn, rok później wydałeś debiutancki album. Przyznam, że trochę kazałeś poczekać swoim fanom na nowy materiał. Co się działo przez ten czas, tworzyłeś materiał, czy raczej zrobiłeś sobie inspiracyjną przerwę?

Sporo się działo. Koncertowałem, angażowałem się w różne projekty artystyczne, jak na przykład Las Głosów, w ramach którego skomponowałem, muzykę wykorzystując technikę field recording na Festiwalu Skrzyżowanie Kultur. Stworzyłem muzykę do spektaklu Miłość w reżyserii Anny Król, napisałem kilka tekstów na zlecenie, no i zbierałem pomysły na drugi album. Był to bardzo aktywny czas. Dużą część czasu pochłonęło szukanie producenta muzycznego, który w założeniu miał mi pomóc sięgnąć po trochę inne środki artystyczne. Dopiero w grudniu 2016 roku skumałem się z Marcinem Borsem i wtedy zapaliło. Wyjechałem jeszcze na jakiś czas sam w góry, żeby poskładać piosenki i w pierwsze połowie 2017 roku zaczęliśmy intensywną pracę.

Warstwa liryczna Twojej najnowszej płyty Miłość. Strona B to można śmiało powiedzieć, że dopracowane w każdym calu słowne dzieło sztuki – a jak wiemy, napisanie dobrego tekstu w języku polskim nie należy do prostych wyzwań. Powiedz, jak wygląda proces powstawania utworu. Najpierw tekst, potem muzyka, czy może zupełnie inaczej?

Miło mi to słyszeć, ale wiele jeszcze muszę się nauczyć! Co do pisania tekstów po polsku…zgadzam się, że jest to proces dość skomplikowany z uwagi na specyfikę tego języka i wymaga czujności. Każdy, kto próbował swoich sił w pisaniu, wie jak bardzo trudno balansować pomiędzy banałem i patosem. Nie wypracowałem sobie patentu. Czasem kłębi mi się w głowie urywek tekstu, jakaś fraza, do której później staram się znaleźć właściwe dźwięki. Innym razem melodia, która nie daje mi spać. Czasami sytuacje są bardziej klarowne. Masz gotowy tekst albo muzykę i musisz wymyślić do niego resztę. Niezależnie od tego, co powstanie najpierw najważniejsze, są emocje, które za tym stoją. Myślę, że to właśnie dzięki nim piosenki mają przekaz. Myślę, że warto nad tym pracować, codziennie ćwiczyć. Spisywać frazy, notować słowa, układać myśli. Usprawniać komunikację na linii głowa – kartka papieru.

Miłość. Strona B została wydana nie tylko w formie płyty CD, ale także wyprodukowałeś kilkaset kaset. Wielki szacun za ten powiew nostalgii, ale powiedz: skąd ten pomysł? Naturalnie poza tytułem, który nasuwa nam na myśl kasety magnetofonowe z ze stroną A i stroną B.

Szukałem tytułu, który połączyłby w jakiś sposób wybrane na album piosenki. Długo biłem się z myślami, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że powinno być to coś, co będzie nawiązywało do miłości, ale tej po okresie demo, kiedy spadają różowe okulary. Dostrzegłem pewną analogię pomiędzy słuchaniem muzyki z kaset magnetofonowych a samą miłością, ponieważ w obu przypadkach musisz poczekać i sprawdzić obie strony, żeby móc powiedzieć coś o albumie. Spontanicznie poszedłem dalej i zaproponowałem swojemu wydawcy, czyli firmie Warner Music Poland wydanie albumu na kasecie. Naturalnie wpasowało się to w świat analogowy, z którego wychodzę, i który wciąż w wielu warstwach jest obecny w moim życiu.

Kasety zostały wyprodukowane w bardzo limitowanej liczbie. Czy spodziewałeś się aż tak dużego zainteresowania fanów tym, wydawałoby się w dobie streamingów – przestarzałym nośnikiem? Na Twoim fanpage’u można zobaczyć mnóstwo komentarzy „Gdzie kupić kasetę”, „Czy będzie można kupić kasetę?”.

Zainteresowanie jest ogromne i kompletnie przerosło moje oczekiwania! Nie sądziłem, że tyle osób ma jeszcze kaseciaki w domu albo w samochodzie! Kaseta miała być jedynie dodatkiem i swego rodzaju nonszalancją artystyczną nawiązującą do analogowego świata. Nagrodą w konkursie na Facebooku. Jeśli okaże się, że chętnych jest więcej, niż nośników z limitowanej serii limitowanej złożę osobiście wniosek o dodruk (śmiech)!

Pozostając w temacie tytułu i kaset – Miłość. Strona B. Czyli która strona? Słuchając całej płyty, można wysnuć wnioski, że to ta – może nie tyle ciemniejsza co niedostępna i znana tylko tym dwóm osobom strona miłości. Co sądzisz o takiej interpretacji?

Bardzo mi się podoba, jak zresztą każda, która wypływa z osobistych przeżyć! Nie lubię interpretować własnych piosenek. Chciałbym, żeby ludzie mieli możliwość zrobić to osobiście filtrując wszystko, przez własne doświadczenia i własną wrażliwość. Strona B to sprawa bardzo indywidualna.


Czy utwory, które słyszymy na płycie to wszystko, co stworzyłeś, czy były też jakieś tzw. odrzuty, których z jakichś powodów zdecydowałeś się nie zamieszczać na finalnym krążku?

Tak. Miałem około dwudziestu piosenek, z czego wybraliśmy jedenaście. Niektóre, z różnych powodów, zwyczajnie nie pasowały do całości, dlatego nie weszły na album.

W Twoim bio czytamy, że cieszą Cię pogranicza gatunkowe – daje Ci to większe pole do tworzenia, bez konieczności szufladkowania Cię jako artysty do tego lub tamtego gatunku?

Szuflady nie są dobre. Ciasne i nie ma w nich światła. Lepiej z nich wyjść, zaczerpnąć powietrza i poszukać miejsca dla siebie. Poszukiwanie i możliwość ciągłego odkrywania czegoś nowego jest dla mnie sprawą najważniejszą w muzyce. Dzięki temu możesz oczyścić się ze świata.

Jako że mamy klimat wakacyjny, idealny wypoczynek latem to dla Ciebie…?

Półwysep, zatoka, deska!

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Komentarze
Leski: Miłość po okresie „demo”, bez różowych okularów
Oceń artykuł