Legalne picie piwa nad Wisłą: jak nie oszaleć z ekscytacji?

Widok na schodki nad Wisłą

Stało się! Zapadł wyrok sądu w sprawie Marka Tatały, który kilka lat temu nie zgodził się przyjąć mandatu za spożywanie alkoholu na słynnych warszawskich schodkach nad Wisłą. Co w związku z tym?

Z wyroku dowiadujemy się, że picie alkoholu na bulwarach wiślanych nie jest przestępstwem. Nikt co prawda nie gwarantuje, że nie traficie akurat na przedstawiciela policji, który mimo wszystko będzie chciał wam wystawić mandat, ale dzięki temu wyrokowi macie w kieszeni (lub butelce) konkretny argument, że bulwar nie jest ulicą. Zanim wszyscy zalejemy się ekscytacją z powodu braku konieczności ukrywania butelki z piwem, ilekroć widzimy policjanta, mam dla was kilka rad.

1. Z butelek i puszek nie wyrosną drzewa
Gdy jeszcze spożywanie alkoholu nad Wisłą nie było do końca legalne — a i tak większość z nas przynajmniej raz w życiu wypiła w tym miejscu nielegalne piwo, to i tak prym na schodkach wiodły puste puszki czy butelki. Rozumiem ideę: przyjdą panowie, którzy takowe gadżety zbierają i posprzątają za nas. Teraz, gdy picie piwa na schodkach nie jest już przestępstwem, istnieje obawa, że butelki i puszki zasypią schodki niczym grudniowy śnieg. Nie wspominając już o tych, które przypadkowo (mniej, lub bardziej) się potłukły. Wbrew pozorom kosz na śmieci nie jest obiektem muzealnym i można przejść tych kilka kroków, by po spożyciu trunku opakowanie wyrzucić. Jeśli sami nie macie już siły, poproście znajomego. Pamiętajmy też, że Wisła, jakkolwiek czysta może nie jest, to nie jest również śmietnikiem.

Tańczący mężczyzna z butelkami alkoholu

2. Nie torturujmy innych naszym szczęściem
Zrobiło się już w miarę ciepło, więc sądzę, że to kwestia dni, gdy wszyscy zaczną tłumnie przybywać na słynne schodki. Jednak spożywanie alkoholu nie musi się równać wydzieraniu ryja (tak, ryja) na pół Warszawy i utrudniania życia innym, przebywającym w bliskiej okolicy. Wszyscy się cieszymy, że nie trzeba już mieć co pięć minut mini-zawału serca, wynikającego z wątpliwości czy zaraz nie dostaniemy mandatu. Mimo to, bulwary wiślane nadal są pewnym sensie miejscem publicznym, gdzie ludzie spacerują, jeżdżą na rowerach, czy przychodzą sobie odpocząć. Jeśli czujemy, że nasza doza ekscytacji z powodu spożywania alkoholu na świeżym powietrzu rośnie do tego stopnia, że zaraz zaczniemy uszczęśliwiać nią wszystkich dookoła, może to znak, że czas wrócić do domu.

Pijana kobieta próbująca przybić piątke z mężczyzną

3. Słowo klucz: ilość
Wszyscy znamy konsekwencje związane z nadmiernym spożyciem alkoholu i nie mówimy o porannym bólu głowy. Wiecie, wszyscy narzekamy, gdy po zimie trawniki pokryte są głównie psimi kupami (chociaż w tej kwestii sytuacja się nieco poprawia) i sporadycznie można trafić na kawałek trawy. Tak samo niech widok betonu na schodkach nie będzie czymś równie egzotycznym pośród mogących się pojawić wymiocin. Po prostu: cieszmy się smakiem alkoholu w sposób umiarkowany.

4. Chwalenie się jakością dźwięku z głośnika w telefonie
Poszliśmy ze znajomymi na piwo, na omawiane wiślane schodki. W miarę spożywania alkoholu budzi się w nas nasz wewnętrzny DJ. Wyciągamy telefon i zaczynamy puszczać mniej lub bardziej kiczowatą muzykę, na tyle głośno, że wszyscy dookoła również są zmuszeni do słuchania. Wiecie, jak chcecie posłuchać muzyki, to z pewnością w nadwiślańskich lokalach odbywają się już imprezy, także nie musicie organizować własnej. O gustach się co prawda nie dyskutuje, ale przebywając w miejscu publicznym, warto uszanować gust innych i albo wybrać się na imprezę, albo wrócić do domu i tam zrobić sobie własne DJskie stanowisko. A tak to wiecie: szkoda nerwów (innych), szkoda baterii w telefonie (własnej).

Kobieta leżąca na kanapie, bujająca się w rytm muzyki

5. Nie dolewajmy oliwy do ognia
Naturalnie, po ogłoszeniu przez sąd wyroku w sprawie Marka Tatały możemy się czuć bezpieczniejsi w trakcie picia nad Wisłą i nie musimy chować butelki do torby lub za bluzę, ilekroć zbliża się mundurowy. Znając jednak naszą społeczną tendencję do przechodzenia ze skrajności w skrajność, można się obawiać, że w niektórych z nas obudzi się chojractwo najwyższych lotów względem tych, którzy do tej pory bardzo chętnie wystawiali nam mandaty. Mówiąc frazesem: milczenie jest złotem. Nie musimy wymachiwać panu z policji butelką i chwalić się, że HA, WYGRALIŚMY, PIJEMY LEGALNIE. Wszyscy to wiemy, od wczoraj wszędzie o tym huczy i nie musimy organizować pijackiego odwetu, zupełnie niepotrzebnie drażniąc funkcjonariuszy.

Mężczyzna niosący drinki w ręku

Tekst: Klarysa Marczak

Komentarze
Oceń artykuł