Książka o okrytej tajemnicą miłości Jarosława Iwaszkiewicza

Mężczyzna siedzący przy biurku, palący papierosa

Wielkie uczucie, które wstrząsnęło życiem Jarosława Iwaszkiewicza u progu starości. Dzisiaj swoją premierę ma książka „Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego”. Siedem lat, dwieście pięćdziesiąt listów opracowanych przez Annę Król. Jest to historia związku jednego z najważniejszych pisarzy XX wieku z młodym, nieuleczalnie chorym mężczyzną. Specjalnie dla was, publikujemy jeden z listów, zamieszczonych w książce.

Stawisko, niedziela 12 X [1958]

Moje dziecko najdroższe, mój jedyny, mój kochany! I znowu skazani jesteśmy na korespondencję – i to na długi czas, podczas kiedy ta bajka mojego pobytu we wsi, którą wołają Pasieki, a piszą Alisin, dawała tylko cztery dni. Zauważ, że właściwie nigdy dłużej nie byliśmy razem, nawet cała „wyprawa” do Kopenhagi, łącznie z Boberkiem także trwała cztery dni. To okropny palec losu – kiedyś Ty już całe lato, czyli dwa miesiące był z nią… Moj złoty, mój kochany, musimy kiedyś – i to w najprędszym czasie spędzić gdzieś razem dwa lub trzy tygodnie – chyba mi to ofiarujesz kiedy, dobrze?

Nie czekając na budowę Jurcina256! Może w górach, może w zimie kiedy. My się właściwie nie kłócimy, będąc razem, przy sobie – kłótnie zaczynają się na odległości. Kochany, jeżeli Ci się ten medalionik podobał, to schowaj go sobie, zwłaszcza że tam jest moja fotografia – a ja dla Lilki kupię coś ładniejszego, co jej się będzie bardziej podobało (może zagranicą?) Te cztery, a właściwie trzy dni w chłopskiej chacie z tym widokiem i z ogródkiem, i te noce gwiaździste, i te drzewa wysokie – i moje tak gładkie poruszenie (płakałem wczoraj rano, zanim Hania przyjechała, jak dziecko) zostaną na zawsze w moim sercu, jak nowy paciorek w łańcuchu wspomnień tak bezcennych i tak intensywnych, związanych z Tobą.

To było może nawet piękniejsze niż nocleg u Boberka – a w każdym razie równie intensywne. I tak mnie zadziwiło to, co napisałeś na tej fotografii, że ja „wyrzekłem” się Ciebie. Ja mogę gniewać się na Ciebie, mieć w sercu głęboki żal, może mnie do szaleństwa doprowadzać zazdrość (tak uzasadniona), ale nie mogę się Ciebie wyrzec, nie mogę dobrowolnie urwać tej nici, która nas łączy tak intensywnie i od tylu już lat. Oczywiście mogę robić Tobie te lub owe uwagi – których Ty nie znosisz – mogę mieć jakieś pretensje, mogę się czasem pogniewać – a przede wszystkim mogę mieć żal za rożne Twoje stanowiska (głownie za niemówienie mi całej prawdy, czasami w rzeczach najważniejszych) – ale nie mogę się „wyrzec” Ciebie, chociaż nie jesteś moim rodzonym synem, ale wszczepiony jak najgłębiej w sam rdzeń mojej istoty.

Może to minie, może to przejdzie – na pewno przejdzie, ale tymczasem tak jest. Co do cierpliwego znoszenia uwag: powinieneś naprawdę nie brać ich do serca, czy są słuszne czy niesłuszne. Zirytowałeś się na biedną siostrę, kiedy Ci przypomniała godzinę spoczynku, a przecież miała rację. Robisz mi uwagi, chociaż jestem o tyle starszy, i ja je zawsze przyjmuję chętnym sercem, bo są słuszne. (Uwaga o „Choinkach”, uwaga o moim odczycie).

Miałeś rację, że mi te uwagi zrobiłeś – pozwólże na to, że ktoś zrobi Tobie uwagę. Niecierpliwisz się, na przykład,, że Halina czy ja mówimy o Twojej ortografii. Oczywiście to wynika z Twojej nieuwagi (np. na fotografii napisałeś raz „wyżeka się”, a drugi raz dobrze „wyrzeka się”) – więc zwrócenie Ci na to uwagi da pewne rezultaty, a Twoje listy są także miło i wielokrotnie odczytywane – lepiej, żeby nie miały felerów. No, więc dosyć o tym. Przyjechaliśmy bardzo dobrze, tylko już od Błonia była mgła, ciemno i potworny ruch na szosie: krowy, baby, wózki dziecięce, wszystko waliło przed nami – aż wreszcie w Grodzisku przejechaliśmy czarnego kota! Szymek był tym bardzo zmartwiony.

O 6 już byliśmy w domu, studiowałem moją korespondencję, która jest dość skomplikowana. Zastałem także w domu mnóstwo książek, między innymi dwa nowe tomy moich „Dzieł”. Chyba nie przysyłać Ci ich do Kruka? Co będziesz z nimi robił? Dzisiaj od rana znowu cudowny, letni dzień. Tak dobrze sobie wyobrażam teraz Ciebie, sanatorium i „Alisin”. Kwiatów w Stawisku mnóstwo; i na dworze, i u mnie na biurku. Cudowne świeże dalie… Hania wywiesiła na balkonie na słońce kostium, w którym wczoraj byłem u Ciebie, a że obok tego schnie jeszcze jakieś jej dessous, które wyprała, dokuczam jej, że wietrzy wszystkie rzeczy, do których dotykały się Twoje ręce.

Bardzo się na mnie gniewa za takie żarty, ale się śmieje. Mimo wszystko widzę, że stara zakochała się, tak jest! Nic mi o rozmowie z Tobą nie mówiła, żadnych treści istotnych – tylko że tam to i owo, mniej więcej to, coś Ty mnie już obiecał.

Myślę, że były tam rzeczy – w tej rozmowie – których ani Ty, ani ona mnie nie powtórzyliście. Oboje zresztą lubicie „nie mówić wszystkiego”. Jest to takie samo przekleństwo natury, jak „mówić wszystko” – co jest znowuż właściwością mojej natury. Nie wiem, czy zasmakujesz w lekturze tej książki, którą ona Tobie przywiozła. Ale zdaje mi się, że w ogóle mógłbyś więcej czytać. Chyba stan Twoich nerwów poprawił się po mojej wizycie, kiedy się przekonałeś, że Jarosław to jest Jarosław. I że w końcu zawsze na niego możesz liczyć. Mógłbyś może wyzyskać ten stan zdrowia i humoru na to, aby nie uczyć się, nie, ale jakoś systematyczniej czytać, czy w ogóle czytać z pewnych dziedzin, czy znowuż coś z literatury, coś, co by Cię interesowało i o czym moglibyśmy mówić: Na przykład coś z tych książek, o których mówiłem w odczycie, Conrada np. – dowiedzieć się z nich, jak jest w tej Surabai.

Uważam Cię za człowieka o dużej inteligencji i wielkiej wrażliwości, wszystko to jeszcze wymagałoby okrzesania, przed trzydziestką mógłbyś jeszcze bardzo dobrze uzupełnić luki Twojej wiedzy i erudycji. Oczywiście nie mówię tu o wiedzy technicznej, ale o humanistycznej. A propos wiedzy technicznej: narysuj plan „Jurcina”. Ja chcę, żeby na parterze było tak, a na pierwszym piętrze tylko pokój z balkonem na stronę jeziora – to chyba będzie wschód, nie? Garaż i składzik lepiej zrobić osobno zaraz od drogi, w dole – chociaż to zwiększy koszta, ale samochód trudno pchać pod gorę. Ja bardzo na serio myślę o tej budowie, chyba jak pójdzie „Balzac” na sceny, to można będzie to zrealizować, tak jak mówiłeś z żużlu na fundamencie ceglanym. Oczywiście wszystko bardzo skromne.

Chciałbym trochę pomieszkać w tej miejscowości, która dla mnie już na zawsze połączyła się ze wspomnieniami Twojej dla mnie dobroci, oznak Twojego przywiązania – i tego połączenia smutku i szczęścia, jakie mi tak bardzo odpowiada. Chciałbym mieć tę chatę nad jeziorem – i żebyś tam czasem do mnie przyjeżdżał, i żebyśmy tam byli sami jak w Elzinie i bez niepotrzebnych koszmarów w oczach.

Narysuj, narysuj – ten domek. Ja robię takie plany, jakbym miał żyć wiecznie – niestety moja aorta nie pozwala mi na takie plany, ale cóż to szkodzi? Będziemy zatem planowali najróżnorodniejsze rzeczy: przede wszystkim Jurcin, potem dwa tygodnie w lutym razem w górach, może w Bukowinie, chce mi się znowu bardzo w góry po przeczytaniu „Roży bez kolców” – a na wiosnę musimy się machnąć razem na dłużej zagranicę. To absolutnie, musimy się zdobyć na tyle energii, aby to przeprowadzić.

Będziesz mi pomagał. Kiedy będziesz miał już swój cel w ręku – to nie tak się będziesz bał wyjeżdżać ze mną. Ma do mnie przyjechać zaraz jakiś nudny pan, którego nie widziałem ze 12 lat, skoro zapowiedział swoją wizytę, to na pewno nie darmo, musi mieć jakiś interes do mnie.

W środę się stelefonujemy, z moim wyjazdem jeszcze nic nie wiadomo, bo mnie nie bardzo chcą puścić do Włoch „ze względów prestiżowych” – ale myślę, że mi się to jakoś ułoży – jak nie do Włoch to do Niemiec i Paryża. Oczywiście o przebiegu przygotowań do wyjazdu będę Cię zawiadamiał. Dziś dzwoniłem do Stryjk[owskiego] i przekazałem mu pozdrowienia od Ciebie. Pali się on do wycieczki do Gostynina – i ma o wszystkim bardzo naiwne pojęcie.

Muszę się jeszcze kiedyś z Tobą urżnąć i niektóre kwestie wyjaśnić „pod muchą”, bo na trzeźwo to trudno.

Całuję Cię mocno i po wiele razy, w oczy i w czoło moje ukochane, możesz sobie wyobrazić,co czuję, właściwie mówiąc, w środku. Przeniósłbym się na stałe do Elzina – do Elzium – całuję –

J.

Więcej informacji o książce znajdziecie na oficjalnej stronie Wilk&Król Oficyna Wydawnicza

Komentarze
Książka o okrytej tajemnicą miłości Jarosława Iwaszkiewicza
Oceń artykuł