Kiasmos: Z mrocznego techno do marzycielskich klimatów

Dwóch mężczyzn, blondynow na tle białej ściany

Po fantastycznym występie na tegorocznym Open’er Festival – Kiasmos wraca do Polski na wyjątkowy audio-visualny live. Duet zagra jesienią w klubie Progresja. Zapraszamy do przeczytania naszego wywiadu z 1/2 Kiasmos, czyli Janusem Rasmussenem.

Czytaj również: Kiasmos wystąpili na Open’erze 2017, a teraz zagrają w Progresji

Swoją przygodę z muzyką zaczęliście od głębokich, metalowych brzmień. Teraz Olafur skierował się bardziej w stronę spokojniejszych, ambientowych kawałków i razem tworzycie Kiasmos. Jak to się stało, że jako duet postanowiliście tworzyć dynamiczną muzykę elektroniczną?

Poznaliśmy się w 2007 roku i wówczas bardzo chcieliśmy tworzyć mroczne techno, którym oboje się jaraliśmy. Później jednak doszliśmy do wniosku, że lepiej nam idzie tworzenie bardziej melodyjnych kawałków elektronicznych. Tym sposobem przerzuciliśmy się na bardziej marzycielskie klimaty.

Koncentrujecie się właściwie na całym świecie. Gdzie według Was jest najlepsza publika i dlaczego w Polsce? (śmiech)

Całkiem serio musimy przyznać, że Polska ma jedną z najlepszych publiczności na całym świecie. Za każdym razem, gdy gramy w Polsce jesteśmy pod ogromnym wrażeniem, Wasza publika jest niesamowita i totalnie gotowa na wszystko: chcą tańczyć, śmiać się, płakać albo po prostu dobrze się bawić razem z nami. Jesteśmy szczęściarzami, że możemy zagrać w Polsce.

Dwa lata temu, gdy graliście podczas Tauron Festiwal, zostaliście bardzo ciepło przyjęci – podobnie rok później w trakcie OFF Festival, potem na Waszym pierwszym klubowym występie w Polsce i w końcu na Open’erze. Janus, dlaczego nie zabrałeś ze sobą Olafura, gdy graliście w Polsce w lutym tego roku? To była jakaś kara? (śmiech)

Dostawaliśmy bardzo dużo ofert zagrania DJ setów, a Olafur był wtedy naprawdę zajęty Broadchurchem. Mieliśmy spory dylemat. Ale przegadaliśmy to i postanowiliśmy zaryzykować. Oczywiście, to oznaczało, że będę musiał zagrać je sam. Musiałem się do tego trochę przyzwyczaić, ale koniec końców przyniosło mi to dużo frajdy.

Poza tworzeniem muzyki, czy macie jeszcze czas i energię, żeby słuchać innej muzyki? Czego słuchacie prywatnie?

Jako producenci musimy być na bieżąco z tym, co się dzieje w branży muzycznej. I jasne, to bywa ciężkie, szczególnie gdy cały czas zajmujesz się muzyką, ale prawda jest taka, że słuchanie innej muzyki niż własna może być olbrzymią inspiracją i motorem do tworzenia kolejnych kawałków.

A czego słuchamy? Jesteśmy otwarci na wszystkie gatunki. Ostatnio przez całą drogę z lotniska do domu słuchaliśmy hardkorowego metalu. To naprawdę prawdziwy energetyczny kopniak, szczególnie gdy jesteś po całym weekendzie koncertowania.

Oboje jesteście producentami: czy kłócicie się czasami o to, jak będą brzmiały Wasze kawałki?

Nie kłócimy się o to. Mamy swoje odrębne zdania jako producenci, ale dzięki temu świetnie nam się razem pracuje i tworzy.

Wasze koncerty mają niesamowity klimat. Podczas występu w Progresji, przygotowaliście także audiowizuale. Czy tym razem, poza standardowymi światłami i dymem, możemy liczyć na coś ekstra od Was?

Trochę już minęło od tamtego występu. Nasze koncerty są teraz zdecydowanie inne – większe i lepsze. Mamy dla Was kilka niespodzianek, bez obaw!

Widziałem w sieci tylko jeden Wasz koncert grany na Islandii, podczas Iceland Airwaves. Czy koncertujecie więcej w swoim kraju?

W tym roku nie będziemy grać na Iceland Airwaves, ale zagraliśmy naprawdę mały koncert w miejscówce zwanej Húrra. To była miła odmiana, żeby w końcu zagrać coś w bardziej kameralnym stylu.

Dużo eksperymentujecie, tworzycie nową muzykę, koncertujecie. Jakie macie plany na przyszłość jako Kiasmos? Gdzie widzicie się za 5 lat?

W przyszłym roku robimy sobie przerwę. Olafur będzie tworzył swój solowy album, ja również mam przed sobą kilka projektów. Ale potem planujemy wrócić na scenę jako Kiasmos.

Rozmawiał: Paweł Niedzielski

Plakat promujący koncert Kaismos

Komentarze
Kiasmos: Z mrocznego techno do marzycielskich klimatów
Oceń artykuł