KAMP!: Trzeba mieć odwagę, żeby „robić swoje”

Trzech mężczyzn stojących na wydmie

Pojawili się na polskiej scenie muzycznej 10 lat temu i od razu wywołali spore zamieszanie. Kilka tygodni temu przywitaliśmy z ich najnowszym krążkiem Dare. Z Tomkiem, Radkiem i Michałem z KAMP! rozmawiamy o tytułowej odwadze, wychowywaniu publiki i najfajniejszych miejscówkach w Łodzi!

Chłopaki, stuknęło Wam 10 lat w branży muzycznej. Jak z perspektywy dekady wspominacie początek swojej kariery?

Wszystko potoczyło się bardzo szybko, zresztą nadal się toczy. Nie możemy się nadziwić, że robimy to już od dekady. Na refleksję przyjdzie pewnie jeszcze pora. Polska scena wygląda jednak zupełnie inaczej niż gdy zaczynaliśmy.

Jako zespół pojawiliście się na polskiej scenie dość niespodziewanie, ale Wasza muzyka natychmiast podbiła serca słuchaczy i to nie tylko rodaków – macie za sobą wiele występów na arenie międzynarodowej. Można powiedzieć, że Wasze pierwsze utwory dały Wam przepis na sukces, jednak Wy postanowiliście robić swoje i szukać nowych muzycznych ścieżek, eksperymentować. Czy pojawił się moment w Waszej karierze, gdy mieliście obawy co do tego, jak zostanie przyjęty nowy utwór lub krążek?

Zawsze mamy obawy! Przy każdym krążku. To chyba niezależne od tego, czy wybiera się drogę z gustem słuchaczy, czy robi się swoje. Każdy twórca chce, żeby jego twórczość była dobrze odbierana, natomiast kiedy robimy muzykę, nie możemy o tym myśleć. Przede wszystkim na pewno byśmy zwariowali, a po drugie nie wierzymy w efekty takiej pracy.

Wasz najnowszy album nosi tytuł Dare. Czym jest dla Was tytułowa odwaga?

To po części odwaga, żeby robić to przysłowiowe swoje. Bez względu na krytykę i opinie z zewnątrz. Odwaga, żeby znaleźć swoje własne środki wyrazu. Nie mówimy tu jednak tylko o muzyce. Chodzi również o życie – zwłaszcza społeczne. Nikt z nas nie jest nieomylny, żadna ścieżka nie jest nigdy tą jedyną właściwą. Trzeba do tego przywyknąć i nie oceniać ludzi, którzy dokonują innych wyborów. Do tego też potrzeba odwagi, by wyjść z krytykującego, szyderczego tłumu i umieć się mu przeciwstawić.

Podczas tworzenia nowego materiału, przez tyle lat zdążyliście wypracować sobie jakiś podział obowiązków, czy kawałki powstają raczej wspólnie i spontanicznie?

Zmieniamy tryby, by nie przywyknąć do jednej metody. Tym razem dużo pracowaliśmy na odległość. Jesteśmy rozbici między Warszawą a Gdynią, więc wiele rzeczy robiliśmy po prostu online. W przeciwieństwie do Ornety, która w całości powstawała podczas wspólnych sesji w studio.

Który utwór z płyty Dare jest dla każdego z Was szczególnie ważny i dlaczego? (

TomekNanette – Jest dla mnie klamrą całej płyty i tekstowo zamyka DARE w całość. Widzę w niej stary i ten najnowszy Kamp!

RadekKitsune-Ken: Bodzinowy bas połączony z trapową perkusją i romantycznym wokalem. Post Malone’owy smutek i euforia dropu . Ten utwór to producencki statement albumu, od niego zaczęliśmy na dobre poszukiwanie swojego języka brzmieniowego.

MichałRace Gyal – utwór, w którym pokładaliśmy najmniejsze nadzieje na sensowny finał podczas prac nad płytą, na ostatniej prostej nabrał sensu, fajnej narracji, a Rafał Smoleń swoim bardzo kreatywnym miksem postawił kropkę nad i. Nie mogę się doczekać wersji live.

Jak już wspomniałam, macie za sobą dużo zagranicznych występów – czy któryś z odwiedzonych krajów wspominacie szczególnie dobrze? Któraś publika Was czymś zaskoczyła?

Zazwyczaj zaskakuje nas każda zagraniczna publika, która zna i śpiewa z nami nasze utwory. To zdarza się bardzo często w Czechach, gdzie zagraliśmy parę tras koncertowych i w pewien sposób „wychowaliśmy” sobie publikę. Pamiętamy też bardzo jeden z koncertów w LA – garage party, za które nigdy nam nie zapłacono, ale był wielki multikulturowy taniec!

W pierwszym pytaniu zapytałam Was, jak wspominacie początek Waszej kariery, a teraz zapytam inaczej: co, z perspektywy nabytych doświadczeń, poradzilibyście sobie samym 10 lat temu?

Na pewno doradzalibyśmy częste wychodzenie ze strefy komfortu, ale w tym akurat byliśmy nieźli. Może, by myśleć w pierwszej kolejności zawsze o muzyce. Nie dbać o płytowy rytm rynku muzycznego i robić muzykę niezależnie od terminów, tras koncertowych itp.

Na Instagramie dodaliście ostatnio DARE ABC, gdzie jako Wasza inspiracja pojawia się Areta Szpura i jej działania eko #babysteps. Opowiedzcie coś więcej na ten temat!

Areta jest naszą ulubioną influencerką. Mało, kto robi w social mediach tak wiele dobrych rzeczy. Poznaliśmy się dawno temu, kiedy my dopiero zaczynaliśmy, a ona robiła zdjęcia na bloga. Nie mieliśmy ze sobą wiele kontaktu, ale ją śledziliśmy i było to bardzo inspirujące. Myślimy o kwestiach ekologicznych, rozmawiamy o nich i staramy się do nich podchodzić świadomie, często metodą małych kroków. Długo myśleliśmy, jak możemy zrobić coś mądrego w związku z płytą, oprócz nagrania Don’t Clap Hands. Po wielu próbach i przy pomocy naszego managera i wytwórni udało nam się zrealizować opakowanie CD, które pochodzi z recyklingu. Jest brzydsze i mniej przyjemne w dotyku (jeśli plastik może być przyjemny w dotyku), ale najważniejsze, że nie dokładamy swojej cegiełki.

View this post on Instagram

‚F.O.M.O’ /// STREAM LINK IN BIO

A post shared by KAMP! (@kampmusik) on

Na koniec trochę #offtop, ale skoro pochodzicie z Łodzi, to polećcie 5 Waszych ulubionych łódzkich miejscówek!

  • Ganesh – pierwsza restauracja hinduska w Lodzi. Nadal znakomita. Polecamy menu lunchowe.
  • Owoce i Warzywa – początek klubokawiarni, ta była pionierska. Świetni ludzie.
  • Piotrkowska 102 – pod tym adresem mieliśmy studio, w którym nagrywaliśmy nasz debiutancki album
  • Rynek Bałucki – tam jest po prostu wszystko!
  • Łódzka Palmiarnia

Fanpage KAMP!: https://www.facebook.com/kampmusik/
Rozmawiała: Klarysa Marczak
Zdjęcie wyróżniające: @mr_walczuk

Komentarze
KAMP!: Trzeba mieć odwagę, żeby „robić swoje”
Oceń artykuł