Kiedy Justin Bieber przestał być symbolem obciachu?

Blondyn w z tatuażami w poszarpanych dżinsach na tle białej ściany

Niegdyś uwielbiany tylko przez dziewczyny, które dopiero co zaczęły nosić stanik. Dziś słuchają go wszyscy. Zaczął umawiać się z modelkami, polubił go Drake, a Calvin Klein uznał za symbol męskości. Kiedy to się stało, że Justin Bieber przestał być symbolem obciachu?

ZMIANA IMAGE

Plotki głoszą, że kiedyś Justin Bieber był grzecznym chłopcem, słuchającym swojej mamy i uwielbiającym wszystkich swoich fanów. Pamiętacie te czasy, kiedy jeszcze pozwalał robić sobie z nim zdjęcia, a w studio wesoło pobrząkiwał na gitarze nie przestając się uśmiechać? My ledwo co, ale dzięki Bogu internet nie zapomina. Na widok Biebera 3/4 nastolatek czytających „Bravo” od razu pomyślało, że chłopak z gitarą byłby dla nich parą, ale za kilka lat ich ulubieniec postanowił gitarę rzucić w kąt i zostać bad boyem.

Może mu odbiło, może wydoroślał, a może poszedł w ślady swojej koleżanki z branży Miley Cyrus. Skandal się sprzedaje, więc Bieber porzuca wizerunek uroczego chłopca na rzecz tego niegrzecznego, który ma problemy z prawem, przesadza z marihuaną, bije swoich fanów czy rzuca się na paparazzi. Dodatkowo dorabia się słynnego mugshota, zapuszcza wąsy (który niestety mimo dorosłego wieku nadal wyglądają jak dziewicze) i w międzyczasie pozbywa się swojego charakterystycznego hełmu z włosów, żeby zostać tlenionym blondynem z tatuażami na umięśnionej klacie.

Młody mężczyzna wychodzący z samochodu trzymany przez ochroniarza

BUJA SIĘ Z CELEBRYTAMI

Celebryci lubili go od zawsze. Artyści upatrywali w nim małego geniusza. Zainteresował się nim Usher i nawet Justin Timberlake chciał go wziąć pod swoje skrzydła, ale przegrał walkę z królem R&B. Mały Bieber trzymał sztamę z ludźmi z show biznesu takimi jak Katy Perry, Kim Kardashian czy Selena Gomez, ale to właśnie od czasu, kiedy zmienił swój wizerunek i zaczął bujać się z modelkami oraz raperami, przestał być synonimem słowa „obciach”. Przynajmniej w słowniku dorosłych ludzi, a nie płaczących na jego widok fanek.

Sofia Riche, Hiley Baldwin, a nawet rzekome romanse z Mirandą Kerr czy Kourtney Kardashian sprawiły, że Bieber zaczął być odbierany (sic!) poważniej niż dotychczas. W końcu ktoś, kto kumpluje się z Kendall Jenner, pozuje do fot z Kanye Westem czy instagramowym królem Danem Bilzerianem musi być spoko. Dodajmy do tego jeszcze kawałki z innymi artystami, które nagrał i nagle nie jest nam już wstyd, że go słuchamy.

Bieber, Kendall Jenner, West, Chris Brown

KONIEC Z MUZYKĄ DLA MAŁOLAT

Czy za późno już na to, żeby przeprosić go, że przez te kilka lat kojarzył nam się wyłącznie z rozhisteryzowanymi małolatami, magazynem „Bravo”, a kiedy słyszeliśmy jego słodki głos, od razu przełączaliśmy się na coś innego? Bieber poszedł w innym kierunku i zaczął nagrywać z raperami. Tyga, Future, Drake, Chance The Rapper, Nicki Minaj, Travis Scott, R.Kelly… Było tego sporo, ale to ostatnie wakacyjne hity nagrane przy współpracy ze Skrillexem i Diplo sprawiły, że Bieber stał się nagle fajny.

Kiedy ktoś zza DJ-ki puścił zeszłego lata „Where Are Ü Now” cały parkiet ożywał i nie było jak się ruszyć. „Sorry” zaczęło hulać po wszystkich stacjach radiowych. Stało się obowiązkowym utworem na imprezowej playliście, a tekst do tej piosenki znają na pamięć chyba wszyscy. Tak samo wygląda sprawa z „What Do You Mean?”. Justin Bieber uderzył w elektroniczne produkcje, łącząc swój wokal z umiejętnościami popularnych producentów i ponownie podbił listy przebojów kawałkami, których tym razem nie jest nam wstyd słuchać. Także sorry, Justin. Mamy nadzieję, że kiedyś nam wybaczysz.

Tekst: Olga Retko

Kiedy Justin Bieber przestał być symbolem obciachu?
5 (100%) 2