Högni Egilsson: Nie ma człowieka bez wyobraźni

Mężczyzna z długimi włosami na czarnym tle

Z Högni Egilssonem, multiinstrumentalistą, kompozytorem, wokalistą oraz jednym z członków zespołu GusGus rozmawiamy o jego początkach; ludziach, którzy wywarli na niego największy wpływ oraz specyfice różnorodnych projektów. Artysta zdradza nam też, przed czym chciałby ostrzec siebie sprzed lat.

Jesteś znany z wielu projektów. Najbardziej z tego, że jesteś częścią GusGus, ale udzielasz się też w zespole Hjaltalin, którego jesteś liderem. Dodatkowo coraz częściej występujesz solo. Można też usłyszeć twoje kompozycje w sztukach teatralnych i filmach. Co najbardziej odzwierciedla Ciebie samego?

Dzisiejszy występ solo jest w sumie przekrojem całej mojej twórczości. Zobaczysz na nim odniesienia do każdego projektu, w którym biorę udział. Wybór jest bardzo osobisty i chyba najlepiej pokazuje mój sposób widzenia muzyki. Uwidacznia również, w jaki sposób kształtowała się ona przez lata we mnie samym. Ten występ ukazuje wyłącznie moje piosenki, aranżacje, produkcje i pisane przeze mnie teksty. Jest przecież wiele płaszczyzn rozpatrywania muzyki czy to samego głosu, czy sposobu nagrania, czy też warstwy tekstowej, czyli przekazu. W tym projekcie we wszystkim „jestem”, więc to najbardziej osobisty sposób wyrażenia mojej twórczości i siebie samego. Chociaż muszę przyznać, że w każdym projekcie, w który się angażuje, jest większa lub mniejsza cześć mnie samego. Zdarza się, że nie ma w nim mojej osobowości, ale za to jest na przykład szalony pomysł, jakaś niesamowita przygoda, w której chce wziąć udział. Spotkać się z innymi osobami, z którymi kochasz pracować. Nagrywać coś z orkiestrą albo usadzić siebie w kontekście słów, które tak naprawdę w ogóle do ciebie nie pasują. Czasami więc jest to coś intymnego i personalnego w znaczeniu rozumienia słów czy dźwięków. Czasami to coś dziwnego, niepasującego, ale ze swoją głębią.

Jest jakaś wspólna cecha dla wszystkich Twoich projektów?

We wszystkich doszukuję się pewnego stylu melodii, ich kształtu. Chociaż może to znaczy, że jestem nudnym człowiekiem, skoro słyszę to w każdym projekcie (śmiech).

Jak powstaje myśl o solowym projekcie? Chęć zrobienia czegoś tylko swojego czy pokazania, że to co słyszymy w kolektywach, jest w dużej mierze Twoją zasługą?

Po prostu zauważyłem, że mogę na chwilę uciec. Odkryłem, że nie mogę przejmować się już wszystkim dookoła i znaleźć coś dla siebie. Nie chcę, żeby mi mówiono: zróbmy to czy tamto. Chcę po prostu jechać w trasę i zrobić coś w stu procentach dla siebie. Zaprezentować piosenki, które zrobiłem, zaśpiewać teksty, które napisałem i cieszyć się z grania na pianinie. To jedyny zamysł, dla którego powstał ten solowy projekt.

Co oceniasz jako najtrudniejsze w pracy w grupie?

Najtrudniejsze wbrew pozorom nie są różne wizje, ale zebranie wszystkich razem (śmiech). I najlepiej, żeby wszyscy mogli całkowicie oddać się projektowi i zająć się tylko robieniem muzyki. To prawdziwe wyzwanie, zebrać wszystkich zmotywowanych i pełnych ambicji do tworzenia czegoś nowego – każdy ma swoje momenty, a dopiero kiedy wszyscy są skoncentrowani tylko na muzyce, może powstać coś dobrego.

Skoro już wspomniałeś o braku czasu i zajętości. Na ile możesz skupić się na robieniu muzyki bez myślenia o promocji?

Żeby być muzykiem, nie możesz sobie pozwolić tylko na samo tworzenie. Naturalnie musisz mieć z czego żyć, żeby stworzyć sobie warunki do dobrego życia. Gdzieś w sobie musisz mieć także biznesowe podejście do muzyki. Każdy musi wypracować sposób na promocje, na pokazanie się i znaleźć jakaś drogę, którą można podążać, aby prezentować swoją twórczość. Teraz jeszcze musisz dostosować się do współczesnych potrzeb i nowych mechanizmów. Osobiście nie skupiam się dużo na promocji. Robię to, co potrafię najlepiej, ale to nie znaczy, że nigdy o tym nie myślę. W jakiś sposób siebie prezentujesz i trzeba się nad tym bardzo dużo zastanawiać, żeby to było dobre i prawdziwe.

Czy tworząc muzykę, zastanawiasz się, jak zostanie ona odebrana? Czy jest to tylko i wyłącznie Twoje poczucie ekspresji, bez znaczenia czy odbiorca sam coś z tego wykonceptuje?

Chyba to łączę. Oczywiście tworzę dokładnie taką muzykę, jaką chcę robić, bez jakichkolwiek nacisków. Jednak nie można przestać myśleć o tym, że chcesz, aby to, co tworzysz podobało się innym. Zawsze zastanawiasz się nad tym, jak dany utwór zostanie przyjęty w klubie albo na imprezie. Ludzie muszą chcieć słuchać twojej muzyki, tylko wtedy ma to na ciebie pozytywny wpływ. Nie możesz zostać sam ze swoją kreatywnością. Musisz się otworzyć, pomyśleć o innych i wycisnąć z tego jak najwięcej. To jak założyć kostium, w którym pokazujesz się światu.

W Polsce pewien chłopiec pociął sobie twarz, żeby wyglądać jak jego idol, który ma bliznę. Masz w sobie poczucie odpowiedzialności za to, co mówisz innym w swoich piosenkach?

To straszna historia, a ja nigdy o tym nawet tak nie myślałem. Nie chcę w żaden sposób naciskać na ludzi.

To nie zawsze musi być negatywny nacisk. Możesz w nich wywołać pozytywne emocje…

Wiem, że mogę mieć wpływ na ludzi w dobrym tego słowa znaczeniu. Poruszać tematy społecznie zaangażowane, śpiewać o zależnościach i relacjach, o ekonomii i społeczeństwie. Wielu artystów to wykorzystuje. Natomiast co ja mogę zaoferować, to moje głębokie przemyślenia bez podtekstów. Nie chcę, żeby teksty miały wpływ na percepcje mojej muzyki. Daje mi to wolność, pokazuje, że jestem silną osobowością i nie muszę dotykać tych tematów, żeby coś ludziom dać. Moja muzyka ma mieć siłę samą w sobie. Porusza ich emocje i tym na nich wpływa.

Pamiętasz pierwszy utwór, jaki zrobiłeś?

Hmm…. Miałem aż 19 lat! Tak, byłem już stary, kiedy zacząłem robić swoją muzykę. Chociaż zawsze o tym myślałem. Pierwszym utworem był taki znany hymn dzieciaków, podkład pod poezję. Zrobiłem to z przyjaciółmi, nawet zdobyliśmy względną popularność, przynajmniej w szkole. Od zawsze wiedziałem ze mam głowę do tworzenia nowych melodii. Grałem na skrzypcach od 5. roku życia. Doskonale pamiętam, że będąc dzieckiem tworzyłem w głowie muzykę. Kiedyś nawet oznajmiłem swojej nauczycielce, że mogę robić piosenki na zawołanie, kiedy tylko zechcę. Taką pewność miałem zawsze. Jak miałem jakieś 8 lat, grałem na skrzypcach klasykę dla dzieci. To były jakieś stare barokowe pieśni. Pamiętam, że mogłem tworzyć w głowie ich inne wersje, słyszeć je całkowicie inaczej.

Myślisz, że można się tego nauczyć? Czy jednak jest to swego rodzaju dar, który człowiek otrzymuje i powinien go pielęgnować?

Nie mam pojęcia. Na pewno są osoby, które mają supertalent, który mogą jeszcze rozwijać i odkrywać. Z drugiej strony każdy z nas ma w sobie dar kreowania i robienia nowych rzeczy, bo każdy ma wyobraźnię. Nie ma człowieka, bez wyobraźni. To dar każdego z nas.

Sama wyobraźnia może nie wystarczyć do stworzenia muzyki. Nie każdy ma słuch czy poczucie rytmu.
Ale tego każdy może się nauczyć chociaż w podstawowym stopniu. Ja grałem non stop, nie wiem czy to w sobie miałem, czy się tego po prostu nauczyłem. Moja mama jest muzykiem, mój ojciec grał jazz, mój brat też gra na wielu instrumentach. Sam ćwiczyłem dniami i nocami. To była moja codzienność. Sam ją sobie stworzyłem, a muzyki możliwe, że się nauczyłem. Nie wierzę w supermoce i dary.

A w co wierzysz?

W ludzi. Wierzę, że spotkałem bardzo wielu ludzi, którzy mieli na mnie wpływ, napędzali mnie i dawali siłę. Pomagali mi w rozumieniu muzyki, wierzeniu w nią, w jej wartość. Wiele osób pomogło mi poważnie spojrzeć na to, co robiłem. Spotkałem na swojej drodze wspaniałą nauczycielkę, ale też idolkę. Ona nadała standard mojej muzyce, pokazała mi muzykę inspirującą tradycyjną, klasyczną, ale też totalnie współczesną, nowoczesną. Imponowała mi sposobem, w jaki odbierała każdy dźwięk. Podchodziła poważnie do każdej muzyki i do bycia muzykiem. Pomogła mi obrać drogę, ale też wiem ile w tym było mojej ciężkiej pracy, ćwiczeń każdego dnia i pisania tekstów. Zawsze myślałem o sobie jak o żeglarzu. Nie wyobrażałem sobie życia z ustalonym grafikiem. Chciałem robić w życiu tylko to, na co w danej chwili miałem ochotę. Kierować się potrzebami chwili. Grać, kiedy chcę. Ćwiczyć, kiedy chcę. Spędzić cały dzień na pisaniu albo tylko próbować wstać z łóżka.

Czy Twój cel i powód, dla którego tworzysz muzykę, zmienił się, czy jest taki sam przez te wszystkie lata?

Chcę teraz zarabiać więcej pieniędzy (śmiech). Jak miałem 17 lat, grałem w zespole rockowym. Robiłem to, bo po prostu mnie to bawiło. To był jedyny powód. Nie myślałem nigdy o robieniu muzyki, aby z niej żyć. Grałem dla poczucia satysfakcji i zabawy. To się zmieniło około 22. roku życia, jak zacząłem sam komponować. Nie bałem się, że nie będę miał za co żyć, bo wszystko się jakoś poukładało. Powiedziałem o tej kasie, bo człowiek dorasta. I nie oszukujmy się. Możesz żyć chwilą, ale kiedyś i tak zapragniesz jechać na wakacje na Bahamy.

Jest coś specjalnego i wyróżniającego w islandzkiej muzyce. Wasza wrażliwość i dbałość o każdy dźwięk. Czy gdybyś nagrał płytę w innym miejscu niż Islandia, zmieniłby się jej charakter? Czy może miejsce nie gra dla Ciebie roli?

Gdybym nagrywał w Londynie, ten dźwięk byłby zdecydowanie inny. Jednak to zależy od inżynierów dźwięku, z którymi pracujesz, od producentów, a nie od piosenek. One byłyby tak samo nasycone Islandią czy to nagrane w domu czy w Los Angeles. Ich dusza byłaby z pewnością islandzka, tylko brzmienie zależałoby od miasta. Jedno jest pewne, emocje zawarte w piosenkach, zawsze będą twoje. Miejsce nie ma na to żadnego wpływu, a tylko to, kim jesteś.

Gdybyś mógł porozmawiać z tym Högnim, który ma 19 lat i właśnie robi swój pierwszy kawałek, jaką dałbyś mu radę na przyszłość?

Nie pij w następnych latach tyle alkoholu. Nie uganiaj się wszędzie za dziewczynami. Skup się na muzyce. Próbuj pracować jeszcze ciężej i jeszcze więcej (śmiech).

Rozmawiała: Justyna Czarna
Zdjęcia: materiały promocyjne

Komentarze
Högni Egilsson: Nie ma człowieka bez wyobraźni
Oceń artykuł