Historia oręża polskiego, czyli największe bitwy w supermarketach

Bitwa pod Grunwaldem kontra Bitwa w Lidlu

Znowu pobili się o produkt promocyjny w Lidlu. Czy Wy też macie wrażenie, że tego typu zjawiska występują w swoistym, rokrocznym cyklu? Otwarcia nowych sklepów, święta, pojedyncze promocje — za każdym razem prowokują sklepowe starcia. Nadszedł czas by wyłonić piątkę największych supermarketowych bitew. Zapraszam!

1. Bitwa o robota kuchennego

Czas: 30.03.2017
Miejsce: Lidl, Kraków
Terytorium: Polska
Przyczyna: Wielofunkcyjne urządzenie kuchenne w cenie 888 zł
Strony konfliktu: Pani, która była pierwsza vs. pan, który nie był pierwszy, nie ma szans
Wynik: Starcie prawdopodobnie nierozstrzygnięte, być może zakończone mediacją pracownika ochrony

Krwawe starcie umotywowane przenikającą obie strony żądzą zdobycia wymarzonego produktu. Zdecydowanie bardziej widoczna jest przewaga sił pani, która oprócz kurczowego obejmowania pudełka z robotem kuchennym, stosuje taktykę krzycz na przeciwnika i szukaj sprzymierzeńców, wołając o pomoc.

Niestety nie posiadamy żadnego przekazu pozwalającego nam dowiedzieć się o rozstrzygnięciu potyczki. Wiemy, że zakończyła się interwencją ochrony, której przedstawiciel obiecał rozwiązać konflikt poprzez sprawdzenie monitoringu i zawyrokowanie: kto rzeczywiście był pierwszy.

2. Bitwa o karpia

Czas: grudzień 2015
Miejsce: Lidl
Terytorium: Polska
Przyczyna: Karpie, gorączka przedświąteczna
Strony konfliktu: Tłum ludzi vs. karpie
Wynik: Starcie zakończone klęską karpi

Powyższe (niestety, bardzo słabej jakości) nagranie przedstawia pobitewny krajobraz, w którym zwycięska strona starcia rzuca się do grabienia zwłok swoich przeciwników. Niektóre relacje mówią o żywych jeńcach branych do niewoli, tylko po to, aby każdy z walczących wojaków mógł dokonać na nich egzekucji w domowym zaciszu. Barbarzyńcy!

3. Bitwa o Crocsy

Czas: 31.05.2013
Miejsce: Lidl, Lachotrzew koło Warszawy
Terytorium: Polska
Przyczyna: te Crocsy są mi tak potrzebne, że nie wiem co
Strony konfliktu: każdy przeciw każdemu
Wynik: chaos i zadyma

Jeśli ktoś uważa, że opisana przez Hobbes’a sytuacja wojny wszystkich ze wszystkimi nigdy nie miała miejsca, to niech zerknie na powyższą wideo-relację. Wściekły tłum rzuca się na gumowe klapki, tak jakby jutra miało nie być, traktując każdą jednostkę jako potencjalnego wroga w osiągnięciu swojego celu.

Gdzieś w tle pojawiają się głosy rozsądku, w stylu: ludzie uspokójcie się, przecież tu się nie da nic kupić. Lecą one, jednak gdzieś daleko w przestrzeń, pozostając zaledwie niemym krzykiem resztek człowieczeństwa, sprzeciwiającym się brutalności walczących.

4. Bitwa cukrowa

Czas: luty 2017
Miejsce: Carrefour, Chełm
Terytorium: Polska
Przyczyna: chwile słodkiej przyjemności
Strony konfliktu: cukier vs. tłum vs. tłumu reszta
Wynik: splądrowanie zasobów cukru

Kobieta za mną upadła — słyszymy jakoś na początku filmiku. Ktoś reaguje? Nie. Jazda z nimi! Chce cukru i tyle! Nikt i nic mnie przed tym nie powstrzyma.

Ja rozumiem. Cukier po ciężkich latach komunizmu w Polsce stał się artykułem zarówno pierwszej potrzeby, jak i pewną namiastką ekskluzywności. Nie rozumiem jednak rzucania się na niego, jakby był jakimś eliksirem nieśmiertelności. Wow.

5. Bitwa o telewizory

Czas: 27.11.2015
Miejsce: Tesco
Terytorium: Polska
Przyczyna: perspektywa świątecznego oglądania Kevin sam w domu na nowym sprzęcie
Strony konfliktu: dwie rodziny (chyba) pragnące ciekłokrystalicznego cudeńka
Wynik: brak rozstrzygnięcia, interwencja ochrony

Tłem całego zdarzenia jest, jak zwykle, rozochocony tłum zagarniający leżące na promocyjnych półkach telewizory. Około piętnastej sekundy na pierwszym planie pojawiają się dwie kobiety siłujące się ze sobą w nadziei na odebranie przeciwniczce pudełka z wymarzonym produktem.

Po pewnym czasie, w sukurs dla obu walczących przychodzą posiłki. Mężczyzna i kobieta. Domyślam się, że są to członkowie rodzin wojowniczek, którzy wiedzą, że podział łupu, w przypadku wygranej nie ominie również ich.

Podsumowując: w Polsce nadal jak w lesie?

Tak sobie przeglądam wszystkie te filmiki, patrzę w sekcję komentarzy i nie mogę uwolnić się od pewnej refleksji. Użytkownicy wypowiadający się, prawie w każdym przypadku wpadają w pułapkę zastawioną na nich przez swoje rozbuchane ego. Z niektórych opinii bije obrzydliwa pogarda, klasizm i niczym nieuzasadnione poczucie wyższości nad bohaterami zarejestrowanych zdarzeń. Biedaki, polaki, cebulaki? No nie za bardzo.

Po pierwsze — wcale nie rozbija się tu przynależność do konkretnej grupy narodowej. W wolnej chwili możecie sobie przejrzeć zasoby internetu i sami wyrobić zdanie na ten temat. Polecam, chociażby zobaczyć materiały zarejestrowane podczas czarnych piątków odbywających się w supermarketach za oceanem. Tamtejsze społeczeństwo zachowuje w takich sytuacjach w ten sam sposób, co polskie i powiela uniwersalny wzorzec chytrości, który tkwi w ludziach, niezależnie od pochodzenia, czy miejsca zajmowanego w drabinie społecznej.

Po drugie — to nie wina konkretnych jednostek i jakiegoś wydumanego, nadmiernego stężenia cebuli w ich krwiobiegu. Uważam, że o ile same zachowania są godne potępienia i wytknięcia jako złe, o tyle sami ludzie już nie.

Wszyscy, bowiem, jesteśmy w równej mierze uwikłani w walkę o dobra materialne. Wpisana jest ona niejako, ewolucyjnie, w ludzkie geny. Niebanalną rolę w tworzeniu takich patologii ma również globalny system ekonomiczny. Podnosi materializm i rzeczoną konkurencję w zdobywaniu zasobów do rangi idei. Tłoczy jedyny słuszny wzorzec zamożnego, szczęśliwego człowieka z domem samochodem i dwójką dzieci. Myślę, więc jestem zmieniło się na mam, więc jestem.

Zastanówmy się nad tym, śmiejąc się następnym razem, podczas oglądania chytrej baby z Radomia na wyświetlaczu swojego najnowszego iPhone’a.

Tekst: Krzysztof Jędrzejczyk

Historia oręża polskiego, czyli największe bitwy w supermarketach
5 (100%) 2