Flannery O’Connor. Mistrzyni XX-wiecznej amerykańskiej prozy, której nie wypada nie znać

Czarno-białe zdjęcie kobiety w okularach

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się w gabinecie profesora literatury, prosząc go o możliwość uczestnictwa w zajęciach z dziennikarstwa, ten nie zrozumiał ani słowa z tego, co mówiła.

Pochodziła z Georgii i miała tamtejszy akcent. Jednak jej proza – krzepka, żywa i pełna wyobraźni – z miejsca zachwyciła nauczyciela akademickiego. Dziś, ponad 70 lat później Flannery O’Connor jest uważana za jedną z najważniejszych amerykańskich pisarek, a Wydawnictwo W.A.B. przygotowało niedawno dla czytelników przepyszny kąsek, w postaci zbioru jej opowiadań Ocalisz życie, może swoje własne.

Miło byłoby napisać, że spadła na amerykańską scenę literacką niczym meteoryt i od razu została zauważona i doceniona. Jej kariera nie wyglądała jednak tak kolorowo. Długo nie mogła przebić się do panteonu uwielbianych przez czytelników pisarzy, ale kiedy wreszcie ten status został jej przyznany, właściwie przyćmiła kolegów i koleżanki po piórze. W kilka lat po jej przedwczesnej śmierci w 1964 roku (miała wówczas 39 lat), tom zawierający jej wszystkie opowiadania został nagrodzony National Book Award. Tak zaczęła się pośmiertna kariera Flannery O’Connor, autorki, która przez zastępy krytyków uznawana jest za największą pisarkę amerykańską XX wieku.

Urodziła się w Georgii, gdzie otrzymała od rodziców tradycyjne, surowe wychowanie – w duchu żarliwej wiary prosto z południa Stanów Zjednoczonych. Wątek religijny stanie się później jednym z najważniejszych motywów przewijających się w jej twórczości, jednakże O’Connor podchodziła do niego w specyficzny, intelektualny sposób. Być może dlatego, że wyższe wykształcenie i praca naukowa odgrywały niezwykle istotną rolę przez całe jej życie. Dała się poznać jako wyjątkowo błyskotliwa i utalentowana studentka Uniwersytetu w Iowa, uwielbiana przez profesorów, choć jednocześnie nieco ekscentryczna i odosobniona. Niebywale oddana pisaniu, nieustannie szlifująca swój warsztat, świadoma tego, jak powinna wykorzystać swój warsztat.

Kiedy – podobnie jak jej ojciec – zachorowała na toczeń rumieniowaty, postanowiła wrócić do domu rodzinnego na południu kraju i tam pozostała już do śmierci, mieszkając na farmie i hodując pawie oraz inne ozdobne ptactwo. To dlatego, kiedy amerykańska poczta wypuściła znaczek upamiętniający Flannery O’Connor, przedstawiła jej portret w otoczeniu pawich piór.

Była wielkim umysłem i jednocześnie empatką, niezwykle wrażliwą na najsubtelniejsze drgania międzyludzkie. Jej opowiadania świadczą o niesamowitym zmyśle obserwatorskim i całkowitym oddaniu sztuce pisarskiej. Podobno potrafiła wielokrotnie poprawiać swoje teksty, zanim uznała, że są skończone. Jej pierwsza powieść, Mądrość krwi powstawała przez pięć lat i została wydana w 1952 roku. Drugą – Gwałtownicy porywają Króle¬stwo Niebieskie – opublikowano w 1960. O’Connor nigdy nie wyszła za mąż i prawie 40 lat swojego życia spędziła głównie na pracy intelektualnej.

Czarno-białe zdjęcie dwóch mężczyzn i kobiety na dworzu

Ocalisz życie, może swoje własne to pierwsze całościowe opracowanie wszystkich opowiadań Flannery O’Connor. Część z nich nigdy wcześniej nie została wydana w języku polskim. Czytelnik znajdzie w zbiorze ponad trzydzieści tekstów, które właściwie stanowią znaczną część dorobku pisarskiego autorki z Południa. Wśród nich opowiadania uznane za genialne: Trudno o dobrego człowieka, Rzekę, Ocalisz życie, może swoje własne, Sztucznego Murzyna czy Poczciwych wiejskich ludzi. To prawdziwe perełki, które stanowią znakomity dowód na to, że często niedoceniana forma literacka jaką jest opowiadanie ma ogromny potencjał do tego, aby w niewielkiej ilości tekstu oddać złożoność świata.

Scenografią tych opowiadań jest oczywiście Południe, ze swoim konserwatyzmem (kobiety mają być niewinne, ważna jest żarliwa wiara w Boga, a ciężka praca powinna być esencją codzienności), ale w sercu każdej z tych historii pobrzmiewa moralny dylemat. Niejednokrotnie trudny do rozstrzygnięcia. Świat z opowiadań Flannery O’Connor nigdy nie jest czarno-biały, wybory nie są łatwe, a rozstrzygnięcie między tym, kto jest winny i czy powinien zostać ukarany – wielowymiarowe i często zależne od perspektywy.

Walka dobra i zła rozstrzyga się tutaj pod boskim spojrzeniem, które przygląda się ludzkim działaniom. Na każdym kroku widać więc, jak ważnym tematem dla autorki była kwestia wiary. Ale nie jest to wiara fanatyczna i bezrefleksyjna. Nie ma nachalnego moralizatorstwa czy łopatologicznego wciskania czytelnikowi gotowych rozwiązań. Jest za to przestrzeń do refleksji i zderzenia z własnym sumieniem. A wszystko to podane w sosie niezwykle wciągających, lekkich i rewelacyjnie rozpisanych historii, w których główne role odgrywają nietuzinkowi bohaterowie.

Nie bez kozery opowiadania Flannery O’Connor wzbudzają w czytelniku tak wielkie emocje. Ich narracja podszyta jest nieustannym napięciem. Niepokój sączy się między włóknami przedstawianych historii i wywołuje w odbiorcy niemałe poruszenie. Opowieści o winie i karze, o moralnych wyborach, mimo że często okraszone językiem dziś obcym (dla O’Connor, mieszkanki amerykańskiego Południa pierwszej połowy XX wieku nie było nic niestosownego w używaniu słowa „czarnuch”) są nadal zaskakująco aktualne i głębokie intelektualnie. Porywają, ciekawią i dają poczucie obcowania z wielką literaturą. Flannery O’Connor bez dwóch zdań należy czytać. Jest wybitna.

Tekst: Sandra Kamińska

Baner promocyjny książki Flannery O Connor

Komentarze
Flannery O’Connor. Mistrzyni XX-wiecznej amerykańskiej prozy, której nie wypada nie znać
Oceń artykuł