Ekohedonizm – czy to coś złego?

Kobieta ubrana w ludowy strój wykonująca obrót na łące, w tle góry

Ekologiczny lifestyle to w ostatnim czasie, postawa kultywowana przez coraz większą liczbę osób. Staramy się ograniczać produkcję śmieci, jeść żywność nieprodukowaną masowo. Jakie są jednak ku temu nasze przesłanki. Czy niekiedy nie robimy tego tylko dla siebie? 

Sumienie
Odpowiedź na postawione powyżej pytanie brzmi: i tak, i nie. Oczywiście skutki naszych mądrych wyborów w kwestii żywienia czy ograniczanie bezsensownej konsumpcji bezpośrednio nie działają na korzyść naszą. Przykładają się do lepszego funkcjonowania środowiska, w którym żyjemy.

Przykładają się. To sformułowanie chciałbym potraktować jako klucz. Jestem zwolennikiem twierdzenia, że wpływ jednostki na funkcjonowanie świata jest raczej nikły (poza kilkoma wyjątkami). Jednak duża liczba jednostek ów wpływ wywierająca jest narzędziem niemalże rewolucyjnym.

To, że ja SAM rezygnuję, z dajmy na to, jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego nie poprawia sytuacji zwierząt hodowlanych. To, że w ten sposób zachowuję się JA  i kilkadziesiąt tysięcy innych osób — już tak — i to w dużym stopniu.

Jakie jednak korzyści płyną z mojej decyzji jako jednostki? Teoretycznie, wykluczmy fakt, że funkcjonuję w zbiorze osób o podobnych celach. Ze swoją misją jestem sam. Co mi z tego przychodzi? Oczyszczam swoje sumienie. Nie biorę udziału w procederze, który nijak się ma do mojego światopoglądu. Następnym razem, gdy zobaczę film rejestrujący proces uboju – będę mógł sobie powiedzieć: ja nie przyłożyłem do tego ręki.

Dla większości ludzi jest to uwalniające. Bardzo słusznie. Dla niektórych jest to jedyna motywacja do życia zgodnie z naturą. Również słusznie. Nieważne jest jakimi pobudkami się kierujemy. Ważne są skutki naszego działania.

Zdjęcie przedstawia protestujących ludzi

Presja otoczenia
Pewnie część z Was pomyśli: co za bzdura, przecież moje decyzje to moje decyzje, nie jestem podatny/a na wpływy innych. Nic bardziej mylnego! Jak pozwoliłem sobie zauważyć we wstępie – mamy do czynienia ze swojego rodzaju trendem na bycie eko.

W związku z tym trudniej nam, jako indywiduom, zachowywać się niezgodnie z wyznaczonymi normami. Skoro sąsiedzi segregują śmieci — to i ja. Jeśli moi znajomi chodzą do wegańskich knajp — to, chcąc spędzić czas z nimi — również tego typu miejsca odwiedzę. Przykłady można mnożyć, zaś schemat pozostaje w każdym przypadku taki sam. Dostosowywanie się do reszty populacji.

Powtórzę raz jeszcze. Nie ma w takim działaniu — świadomym lub nie — nic złego. Nonkonformizm nie zawsze jest wartością samą w sobie. Powielając DOBRE schematy, sami dajemy przykład innym. Wzorzec przyczyniający się do polepszenia sytuacji staje się, więc coraz bardziej powszechny.

obrazek zawiera rysunki człowieka i innych zwierząt

Ego
Działania i wybory przyczyniające się do pchania świata w lepszym kierunku pozwalają nam poczuć się lepszymi. To oczywiste. Jeśli widzimy pozytywne skutki naszych zachowań, możemy pozycjonować się w swojej głowie jako coraz lepsza osoba.

Oczywiście, patrzenie na resztę osób, niezaangażowanych  ekologicznie, jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Nie mamy moralnego prawa do oceny takich ludzi. Nie mamy też wystarczających narzędzi, by oceny tej dokonać.

Jeśli, jednak, tzw. łechtanie ego jest zawężona w swoich środkach do nas samych — znów — nie widzę przeszkód by tak czynić. Mamy prawo, jeśli nie wyrządzamy krzywdy innym, nagradzać się za działania zgodne z naszym światopoglądem.

Podsumowując: ekohedonizm JEST formą egoizmu. Ekohedonizm jest jedną z najlepszych postaci, jaką może on przybrać. Ekohedonizmu absolutnie NIE MUSIMY SIĘ WSTYDZIĆ.

Tekst: Krzysztof Jędrzejczyk

Komentarze
Oceń artykuł