Dog Whistle: Miłość do Persji i muzyczny feminizm 🌿

Dziewczyna z jasnymi krótkimi włosami o obok niej dziewczyna z ciemnymi, dłuższym włosami

Lena i Ania poznały się jeszcze na kultowym portalu grono.net, ale wówczas nie miały pojęcia, że za kilka lat stworzą zespół. Z dziewczynami z Dog Whistle rozmawiamy o wspomnieniach z debiutu, nurcie #girlpower i tęsknotą do lat 90.

Jesteście świeżo po premierze Waszej drugiej płyty, jak samopoczucie?
Lena:
To był trudny i ważny moment, który powiedział nam bardzo dużo o nas samych! Płyta podsumowuje ponad dwa lata naszego życia, a więc w pewien sposób rozliczamy się na niej z przeszłością i przechodzimy do przyszłości.

Jak w tym momencie, z perspektywy czasu patrzycie na Wasz debiut w 2015? Czego się nauczyłyście przez te dwa lata?
Lena:
Na pewno zrobiłyśmy spore postępy, jeśli chodzi o umiejętność pisania piosenek. Każda z nas miała też dużo czasu na to, żeby się zastanowić, co jest dla niej ważne w życiu. Debiut był odkreśleniem całego, długiego okresu naszego życia, przejścia od tylko przyjaźni do zespołu, pierwszych koncertów, prób pisania i znalezienia swojego sposobu wyrażania siebie.

Ania: Nabrałyśmy też więcej pewności siebie, szczególnie na scenie.

Jak wyglądał proces tworzenia materiału na płytę? Siadałyście i pracowałyście wspólnie nad każdą jej częścią, czy był jakiś podział obowiązków?
Lena:
Każda z nas ma swój rytm pisania. Najczęściej piosenki pojawiały się, zainspirowane konkretnymi przeżyciami czy historiami, naszymi lub zasłyszanymi. Potem wspólnie siadałyśmy i obrabiałyśmy je, aż szkielet obrastał mięsem.

Ania: Sporą inspiracją w przypadku części materiału były też perskie piosenki, które   wspólnie dość mocno dekonstruowałyśmy, tak że nawet ciężko je teraz nazwać typowymi coverami. Wydaje nam się, że efekt wyszedł całkiem interesująco.

Dwie dziewczyny patrzące w obiektyw aparatu

Czy był przez te kilka lat moment, gdy miałyście siebie nawzajem dość, czy raczej nie dochodzi między Wami do napięć?
Lena:
Oczywiście, że dochodzi między nami do napięć. Każda z nas jest dość silną, intensywną osobowością, więc bez konfliktów się nie obejdzie. Na szczęścia każda z nas zostawia tej drugiej dość przestrzeni.

Ania: Bycie w zespole na pewno jest intensywne emocjonalnie, ale na szczęście nie doszłyśmy nigdy do etapu Metallici, która wspólnie z kamerzystą udawała się do terapeuty, by porozmawiać o swoich zespołowych problemach.

Czytaj również: Nowy krążek Dog Whistle: wehikuł do lat 90.

Wasze piosenki są głównie w języku angielskim, ale także perskim, a na „2” pojawił się nawet utwór po francusku. Skąd wzięła się miłość do Persji?
Lena:
Iran jest ukochanym krajem Ani, uwielbia tamtejszą kulturę – od tradycyjnej, jak poeta Hafiz, przez tę sprzed rewolucji, jak piosenki Googoosh, której Man Amadeam wykonujemy na 2, po całkiem współczesną, jak tamtejszy odpowiednik Ricky’ego Martina, czyli Arash, wykonawca Boro Boro.

Ania: Iran to wspaniały kraj na wakacje, byłam tam kilkakrotnie. Ludzie są gościnni i niebywale przyjaźni. Do fascynacji krajem doszła też fascynacja językiem- perski ma fantastyczne brzmienie i jest wbrew pozorom dość prosty. Po powrocie z Iranu zaczęłam się go uczyć, w czym na pewno pomagało dobieranie i aranżowanie fragmentów tekstów do naszej płyty.

Dwie uśmiechnięte dziewczyny pomiędzy zielonymi roślinami

Czy ktoś już zarzucił Wam brak „językowego patriotyzmu” w muzyce?
Lena:
Pytanie o polskie teksty pojawia się dość często, nazwa też przecież jest cudzoziemska. Niestety, dobry tekst po polsku napisać jest niebywale trudno! Ale jeszcze przyjdzie na to czas.

Ania: Rzeczywiście, czasem łatwiej jest napisać prosty tekst po angielsku lub nawet po persku niż po polsku. Język polski jest wspaniały, ale jego rytm i duża ilość sylab w wyrazach sprawiają, że pisanie tekstów piosenek staje się dużym wyzwaniem. Czasem je podejmowałyśmy, ale nie byłyśmy nigdy w 100% zadowolone z rezultatów. Tym bardziej chylimy czoło przed muzykami, którym się ta sztuka udaje. Jest ich coraz więcej i bardzo im kibicujemy.

W 2015 zagrałyście na OFF Festival. Jakie to było wrażenie, występować przez dość sporą publicznością? Wolicie bardziej kameralne klimaty?
Lena:
Występ na OFFie był świetnym doświadczeniem! Jedna z nas dryfuje w stronę kameralnych klimatów, a ta druga całkiem lubi high-life, więc obie czułyśmy się komfortowo na dużej scenie. Do tej pory spotykamy ludzi, którzy pamiętają ten występ i bardzo miło go wspominamy.

Ania: Myślę, że dla nas obu to było bardzo fajne przeżycie, szczególnie że na OFF Festival jeździłyśmy od lat jako publiczność. Bardzo też miło zaskoczyła nas obecność wielu ludzi na naszym koncercie, mimo upału i dość wczesnej pory.

Co przynosi Wam największą radość w trakcie występów na żywo?
Lena:
Kontakt z żywym odbiorcą i możliwość pokazywania mu naszych zajawek jak Iran dla Ani, czy mój muzyczny feminizm.

Dziewczyna trzymająca w ręku elektryczną gitarę i dziewczyna stojąca za nią, uśmiechnięta

Wiem, że poznałyście się przez Internet, ale jak to wyglądało w praktyce? Która znalazła którą? Pamiętacie swoje pierwsze wymienione wiadomości?
Lena:
To ja napisałam pierwsza ogłoszenie w sekcji Szukam świętej pamięci portalu Grono. Szukałam koleżanki/przyjaciółki, która lubiłaby Sonic Youth i Pixies i chodziłaby ze mną na koncerty, bo w liceum nikt nie podzielał mojej pasji.

Ania: Wtedy odezwałam się ja, ujęta obecnością w ogłoszeniu Sonic Youth, i od razu umówiłyśmy się na spotkanie.

Od początku wiedziałyście, że „to właśnie to”, że będziecie chciały stworzyć zespół?
Lena:
Wątek tego, że Ania grała w liceum na gitarze piosenki Nirvany, a ja chciałabym się nauczyć grać na basie, pojawił się już na pierwszym spotkaniu! Upłynęło jednak kilka lat, zanim z przyjaźni wywiązał się zespół.

Ania: Grałam to za dużo powiedziane, raczej rzępoliłam na wiecznie nienastrojonej gitarze. Myślę, że gdyby nie Lena, pewnie bym na tym etapie pozostała. Obecność drugiej osoby zawsze bardzo inspiruje do samorozwoju.

Piosenkę Boro-Boro określiłyście jako hymn niezależnych dziewczyn. Czy i w jakim stopniu czujecie w swoim życiu ideę #GirlPower?
Lena:
Obie jesteśmy realistycznymi feministkami. Nie chcemy rugować mężczyzn z życia publicznego, nie zgadzamy się między sobą co do wszystkich postulatów. Na pewno bliska jest nam jednak idea solidarności kobiet i równouprawnienia płci.

Ania: Natomiast sam tekst do Boro Boro można oczywiście odbierać z lekkim przymróżeniem oka. Arasz napisał w nim: Spadaj, spadaj, moje serce Cię nie chce, ono jest już w innym miejscu. Myślę jednak, że w ustach zwykłych dziewczyn tekst ten nabiera zupełnie innego, mocniejszego znaczenia, niż gdy śpiewa go król disco, otoczony tancerkami w stylu Bollywood.

Płyta, jak same napisałyście, w połowie jest wehikułem do lat 90. Za co najbardziej cenicie te lata? Za czym tęsknicie?
Lena:
Na pewno tęsknimy za Vivą Zwei i w ogóle złotymi czasami wideoklipów, za reklamami Choco Popsów na Cartoon Network i Darią na MTV, o czym śpiewamy w otwierającym płytę 2 kawałku, czyli Sleepover, a także za czasami dzieciństwa i młodości, w których żyło się samą pasją.

Ania: Czasem trzeba było czatować przed telewizorem pół dnia, by w końcu zobaczyć ukochaną piosenkę. Teraz wystarczy wpisać tytuł w wyszukiwarkę. Oczywiście tak jest dużo prościej, ale jednak trochę mniej ekscytująco. W latach 90. na wiele rzeczy trzeba było dłużej czekać i może dlatego te rzeczy bardziej cieszyły. Chociażby sam fakt, że modem w końcu, po 30 minutach pisków i szumów połączył nas z internetem, potrafił być najlepszą chwilą wieczoru. Oczywiście ta radość  szybko mijała, gdy po chwili rodzice krzyczeli z sąsiedniego pokoju, że mamy nie blokować dłużej telefonu i się natychmiast rozłączyć. Dlatego, gdy mam do wyboru lata 90. i współczesność, mimo dużej nostalgii w stronę tych pierwszych, wybieram jednak współczesność.

Dwie dziewczyny: brunetka i blondynka, trzymające w dłoniach doniczki z kwiatami

Co z rzeczy, które ostatnio czytałyście/widziałyście/słuchałyście, poleciłybyście naszym czytelnikom?
Lena:
Polecam T2 Trainspotting, który podobał się jej prawie tak, jak pierwsza część. Ten film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Poza tym identyfikuję się ze Spudem, też jestem leworęczna, lubię pisać i goni mnie pech.

Ania: Ja z kolei niedawno po raz kolejny obejrzałam wszystkie sezony amerykańskiej wersji serialu The Office i jeśli ktoś jeszcze nie widział, naprawdę szczerze polecam. Steve Carell jako Michael Scott jest po prostu mistrzowski.

Pewnie kurz po pierwszej fali gratulacji i życzeń już powoli opada, a czego byście same sobie życzyły aktualnie?
Lena:
Dużo spokoju i ugruntowania w tym, co każda z nas chce robić.

Jakie macie plany na kolejne miesiące, gdzie będzie można Was usłyszeć na żywo w najbliższym czasie?
Lena:
Na razie odpoczywamy po premierze i nie mamy planów koncertowych. Jesteśmy dumne i zadowolone z tej płyty i jeśli chcecie poznać kawałek nas, zapraszamy do słuchania!

Rozmawiała: Klarysa Marczak
Zdjęcia: Muisto

Komentarze
Dog Whistle: Miłość do Persji i muzyczny feminizm 🌿
Oceń artykuł