Ciężkie życie tatuatora: pytamy o najbardziej nieszablonowe historie

Na zdjęciu znajduje się mężczyzna wykonujący tatuaż na nodze człowieka siedzącego na leżance

Być tatuatorem. Strasznie fajna sprawa. Realizować swoją pasję, jednocześnie czerpiąc z tego korzyści finansowe. Nie musisz martwić się o spóźnienia, deadliny. Nikt nad Tobą nie stoi. Sam sobie jesteś szefem. Gdzie jest ten haczyk?

Wiedziony ciekawością postanowiłem podpytać znajomych zajmujących się tym rzemiosłem o ciemniejszą stronę wykonywanej przez nich pracy. Okazuje się, że niesie ona ze sobą mnóstwo sytuacji, dyplomatycznie mówiąc, dość dziwnych. No dobra – myślę sobie – skompilujmy to. W poniższym zestawieniu zamieszczam wypowiedzi trojga warszawskich tatuatorów, opisujące najbardziej przypałowe historie, jakie wydarzyły się na przestrzeni ich kariery.

Zdjęcie przedstawia prces tatuowania z bliska

Leszek – pracuje w: Bloody Tears Tattoo/ Zakład Tatuatorski Syrena

Przypominam sobie jedną historię, która na długo pozostanie w mojej pamięci. Wiąże się ona z jednym klientem. Wielki kaban – fan sportów siłowych i witamin. Do tego – człowiek bardzo otwarty. Praktycznie od samego początku, jeszcze przed rozpoczęciem tatuowania, zaczął rozprawiać o swoich seksualnych przygodach. Taką przeleciałem, taką bym chciał. Mam żonę. Mam teraz też kochankę. No tak. Jedyne czego chcę teraz słuchać, skupiając się na odbijaniu kalki projektu, to historie z Twojego życia intymnego.

Podczas robienia tatuażu koleś straszliwie się wiercił i jęczał. Dosłownie, jakby miał wykonywaną operację na otwartym sercu. Bez znieczulenia. W związku z tym, nie dałem rady skończyć projektu w jednej sesji i zaprosiłem go na następny termin.

Przyjechał kilka tygodni później. Z kochanką. Był z nimi jeszcze jeden ziomek o podobnych gabarytach co on. To co działo się później to jakaś jedna wielka masakra. Koleś wziął leki nasenne, żeby zredukować poziom stresu. Tatuowałem bezwładnego, zaślinionego kloca. Jego kumpel chyba nie mógł na to patrzeć, bo opuścił studio.

Po przebudzeniu klienta, zaczęły się dziać rzeczy straszne. Facet zaczął, w trakcie wykonywania tatuażu, lizać się z przyprowadzoną przez siebie kochanką. To nie było najgorsze! Koleś dosłownie kilka minut później dostał wzwodu. Co za warunki pracy!

Koniec końców – wykonałem tatuaż. Podobno typ pod wpływem środków uspokajających wsiadł za kierownicę i wszystko skończyło się wypadkiem samochodowym. Taka to pointa tej historii.

Na zdjęciu znajduje się mężczyzna ubrany w bluzę z kapturem, wykonujący tatuaż osobie leżącej na leżance.

Arek – pracuje w: RÓŻA/ Glue Sniffer Tattoo

Dziwnych historii jest sporo. Ludzie dzielą się na tych raczej spokojnych i mocno pojebanych. Pamiętam typa – klasyczny przykład koksa – który przylazł i chciał dziarę. Ok. Zaczynamy. Pierwsze wkłucie, a kolo dosłownie jęczy z bólu. To nie było wszystko. Najgorzej pracowało im się kiedy do stękania dorzucił niekontrolowane, kompulsywne wiercenie się na leżance. Wygrał, natomiast, kiedy uroiła mu się we łbie potrzeba wstawania, podchodzenia do lustra i prężenia się przed nim – dosłownie co kilkanaście minut.

Dobra była też laska, która chciała sobie wydziabać cytat Tuwima, traktowany przez nią jako swoje życiowe motto. W każdym razie do projektu podeszła mocno osobiście i emocjonalnie. Przed tatuażem pokazałem jej wzór. Wszystko spoko, zaakceptowane. No to robimy. Skończyliśmy. Ona idzie do lustra, żeby zobaczyć jak to wszystko wyszło. Ok. Siedzę. Czekam. Nagle słyszę ryk. Okazało się, że w cytacie pominęliśmy jedno słowo. Dziewczyna zanotowała to dopiero po wykonaniu tatuażu. Wcześniej wszystko się zgadzało. Nie wiem, może była za bardzo podekscytowana, by zwracać uwagę na szczegóły.

Zdarza się też sporo ludzi, którzy mają strasznie złe pomysły co preferowanych wzorów. Raz gościłem u siebie parkę z Francji. Dziewczyna chciała, żebym wytatuował projekt wymyślony przez jej chłopaka. Projekt ten przedstawiał kopulującego Anubisa ubranego w maskę przeciwgazową. Autor pomysłu, obecny przy tatuowaniu, na koniec zadał mi pytanie czy wydziaram mu coś na penisie.

Na zdjęciu znajduje się mężczyzna wykonujący tatuaż na nodze człowieka siedzącego na leżance

Paweł – pracuje w: Czacha Monster

Łooo! Miałem sporo sytuacji, które mogą zabrzmieć pojebanie. Wielu ludzi, którzy się u mnie tatuowali było dość charakterystycznych.

Pierwsze, co sobie przypominam, to klient, który był tak strasznie zestresowany, że serio bałem się o jego serce. Napięcie sięgało zenitu. Po odbiciu kalki na jego skórze, włączyłem maszynkę. Przed rozpoczęciem dziarania chciałem poprawić parę rzeczy we wzorze. Zaledwie dotknąłem kolesia markerem, a ten już mi odpłynął. Normalnie zemdlał.

Raz zostałem też okradziony. Po wykonaniu tatuażu, mój klient wyszedł, tłumacząc, że idzie po pieniądze do bankomatu. Czekałem na jego przyjście kupę czasu. Nie doczekałem się. Teraz przynajmniej wiem, że nie można ludziom ufać i przez to pobieram opłatę przed wykonaniem usługi.

Te dwie historie są najbardziej charakterystyczne, ale pamiętam jeszcze wiele dziwnych sytuacji. Zdarzały się dzieciaki nieudolnie podrabiające pozwolenia od rodziców. Zdarzały się też takie, którym fałszerstwa wychodziły dobrze, przez co ja musiałem słuchać pretensji ich opiekunów. Masa ludzi, mdlejących, mających problemy gastryczne, niemogących wytrzymać bólu. Czasami naprawdę bywało ciężko.

Na zdjęciu znajduje się dwóch mężczyzn. Jeden znajduje się w pozycji półsiedzącej na leżance. Drugi pochyla się nad jego nogą, wykonując tatuaż

Zredagował: Krzysztof Jędrzejczyk

Komentarze
Oceń artykuł