Chłopiec z papierosem, czyli Swiernalis. „Po osiągnięciu dna, odbiłem się o kolejne”

Mężczyzna wypuszczający dym z papierosa

Wydaje mi się też, co jest możliwie wadą w życiu prywatnym, że nie straciłem w sobie bycia dzieckiem. I widzę to w kontaktach z rówieśnikami. Co jest czasami żałosne. Coś za coś. Założyłem sobie taką drogę, nie jest mi z tym źle. Zdecydowanie zmiany czy metamorfozy to coś, co mogę powiedzieć, że mnie podnieca. To piękne.

Rozmawiamy ze Swiernalisem, kilka tygodni przed jego poznańskim koncertem, który odbędzie się 24 lutego w klubie Blue Note.

Palisz papierosy?

(śmiech) Chciałbym odpowiedzieć przecząco na to pytanie. Zabrałem nawet teraz dwa od dziewczyny, żeby sobie zapalić. Nie wiem, który raz już rzucam. I powoli dociera do mnie, że już nie powinienem narzucać sobie tych momentów. Lepiej poczekać aż to samo przyjdzie. Wciąż te papierosy ze mną są. To jest dość trudna przyjaźń, ale wciąż istnieje.

To przejdźmy krok dalej. O czym w takim razie jest Chłopiec z papierosem?

Wiesz, to jest piosenka totalnie o strachu. W momencie, kiedy odchodzi osoba, na której bardzo człowiekowi zależy. Jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi. Jest to po prostu piosenka o utracie bliskiej osoby, którą się kocha. O tym, jak postępuje ten proces, odejścia w zasadzie w bardzo krótkim czasie i bardzo małym obszarze, jeżeli chodzi o miejsce. I przede wszystkim o tym, jak bardzo wiele dzieje się w środku, w człowieku, jak i na zewnątrz… Mieliśmy kiedyś taki obraz. On dalej wisi u Pauliny w mieszkaniu, takiego małego włoskiego chłopca. Wydaje mi się, że włoskiego z papierosem. Wybitnie on nie powinien mieć tego papierosa, bo jest na niego za młody. Znajduje się gdzieś przy wyjściu z pokoju. I wiesz, mi ten obraz utknął w momencie kłótni. Jak się wybiega z tego pokoju, to się o ten obraz zahacza. I to też jak dużo przeżył jako świadek naszych kłótni, więc jest takim trochę patronem tego, co złe. Mniej więcej o tym jest to wszystko. Same papierosy przewijają się, jeżeli chodzi o teledysk. Paulina wymyśliła, że weźmiemy naszych znajomych muzyków, nie — muzyków niech nagrają się jak palą. I wiesz, to wszystko po prostu wyszło pięknie. Nie powinienem tak mówić o rzeczach, które są moje. Myślę jednak, że ci wszyscy Panowie, którzy tam palą… To wygląda strasznie dobrze. Strasznie. Bo to jest straszne jak ludzie palą, i wciągają ten dym. Jednak jest to seksowne i ostateczne. Wiem, że jak za dziesięć czy piętnaście lat będę to oglądał, to będzie mnie to wzruszać. Gdy patrzę na tych ludzi.

Czy ten numer jest bardziej oczyszczający? To jest wyrzucenie bólu, czy bardziej podziękowanie, że coś się skończyło. Albo boli mnie, że to już koniec… ?

Bardziej to drugie. Boli mnie, że to się skończyło. I, że to cały czas trwa. To nie jest proces zakończony: Dziękuję, mamy finał! Dalej będzie lepiej. Było źle i skończyło się źle. I będzie źle. To podwójnie złe zakończenie, zupełnie odwrotne, niż w amerykańskich filmach w latach dziewięćdziesiątych. I to boli. Zdecydowanie jest to jeden z utworów, który pod względem tekstowych i muzycznym jest gdzieś… no smutny. I będzie. Bo to się nie zmieni. Ta piosenka nie będzie miała innego wydźwięku.

To trochę jak nauczyć się życia w cierpieniu. Wiesz, zawsze jak rozmawiam z muzykami zadaje im to jedno pytanie. Bo strasznie mnie ciekawi. Nie chodzi o życie prywatne, to jednak każdy tekst jest naszą historią. Gdy sama tworze swoje teksty, jako dziennikarz przenoszę do nich swoje rzeczy. Ty jako muzyk czujesz się bardziej zainspirowany: szczęściem, euforią czy smutkiem? W którym etapie najlepiej się tworzy?

Zdecydowanie bardziej płodnym uczuciem jest to, co związane jest ze smutkiem. Najgorsze momenty w życiu powodują najwięcej przemyśleń. Najsmutniejsze wydarzenia objawiają się później, jako pomysły na piosenki. Więc u mnie niestety to cały czas, od lat działa na zasadzie takiej, że impulsem do pisania jest raczej smutek. Cały czas wydaje mi się, że pewnego dnia to się zmieni, i jak niektórzy moi koledzy będę mógł pisać coś radosnego. Jednak na razie nie potrafię. Może jest to trochę słabe i monotonne, ale smutek napędza. Prawda jest taka, że w momencie, kiedy wszystko jest dobrze i nie ma zmartwień, to człowiekowi się po prostu nie chcę. Część twojej świadomości daje sobie odpoczynek i czeka na jakiś dramat. Nie wiem, może to po prostu jakiś sposób radzenia sobie z tym, jakiś rodzaj pseudo terapii. Myślę, że stąd jest TO, czyli piosenki.

Mężczyzna wypuszczający dym z papierosa

Wiesz co, wyjdźmy z tego mroku, choć czuje, że oboje złapaliśmy na TO bakcyla. Wrócimy jeszcze do tego. Robimy ten wywiad w styczniu, jest nowy rok. Powiedz zatem jaki był dla ciebie i twojej muzyki rok 2018? Jak go podsumujesz?

Myślę, że dla muzyki był dobry. Jako słuchacz znalazłem dużo albumów, numerów i artystów, którzy totalnie mnie kupili. I na scenie polskiej, jak i za granicą. Z rzeczy, które mnie nie zadowalają, to jest to, w jaką stronę poszedł hip-hop, i jaka jest cała kondycja tego o czym się mówi w środowisku hip-hopowym. Uważam też, że każdy ma swoją młodość. Szczególnie hip-hop, ten nasz. Nie mniej uważam, że to był bardzo dobry rok, pod względem twórczym. U mnie prywatnie, muzycznie to był czas próby. I prywatnie zbierałem się. I wciąż kończę się zbierać po wydarzeniach, które były w moim życiu bardzo ciężkie, ale które tez spowodowały zapewne to, co teraz robię muzycznie. Był wspaniały, pod względem takim, że udało mi się po raz pierwszy w życiu skompletować zespół, z którego naprawdę jestem dumny.

Czuję, że to jak teraz funkcjonuje cały mój projekt, który podpisuje swoim nazwiskiem, a w którego skład wchodzą inne jeszcze nazwiska, które mi bardzo imponują, to nie uważam, że to był stracony czas. Powierzchownie patrząc, bardzo mało mi się udało w tym roku zrobić. Osoby blisko mnie wiedzą jak wiele się zmieniło. Mam za to okropną chrapkę na ten rok, który się rozpoczął. Wiesz, jest dziś siódmy stycznia a mi już brakuje miejsca w kalendarzu. I nic mnie tak nie napędza, jak to. Planuję w tym roku mało spać i dużo robić. Wydaje mi się, że najgorsze jest za mną. Pewnie zaraz stanie się coś jeszcze gorszego (śmiech). Nadchodzi piękny czas. I wszystkim tego życzę. By odbić się od dna i wyskoczyć wyżej.

Czasami trzeba sięgnąć najczarniejszego dna.

Zdecydowanie wydaje mi się, że po osiągnięciu dna, odbiłem się o kolejne, z którego myślałem, że się już nie wygrzebię. Z czasem traktuję to jako zajebiście ważną lekcję pokory, na którą zasłużyłem sobie swoimi przewinieniami. Nie mówię tu o karmie boskiej. Potrzebowałem kilka uderzeń w twarz i zimnego prysznica, by docenić to, co trzeba i poznać wartość. Włącznie ze sobą. Dlatego myślę, że 2019 będzie rokiem pięknym.

Dlaczego w życiu wybrałeś Poznań? Jesteś z Suwałk. Z moich obserwacji wynika, że to miasto nie jest łaskawe dla młodych artystów, młodych muzyków… Wszystkich ciągnie do Warszawy.

Do Poznania przyjechałem 10 lat temu ze swoją dziewczyną, w tamtym czasie. Po powrocie z Anglii nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Poznałem Ewę, ona wybrała Poznań, a ja pomyślałem super. Miasto, które znałem z płyt Peji, z płyt Much czy innych muzyków. Przyjechałem tutaj, nie mając na początku zbyt wielkich aspiracji muzycznych. W tamtym okresie robiłem zdjęcia, jeździłem na deskorolce i raczej to wszystko było obok. Jakoś się jednak potoczyło, że po kilku tygodniach od przeprowadzki znalazłem zespół, który szukał wokalisty. Poszedłem na próbę, było fajnie do momentu, aż mnie nie wyrzucili. Stwierdzili, że nie potrafię śpiewać.

Mówisz to poważnie?

Tak. Doszedłem więc do wniosku, że skoro nie potrafię śpiewać, to się tego nauczę. Założyłem swój projekt i od tego czasu to wszystko ciągnę. To była jedna z tych sytuacji, które wiesz, powierzchownie były złe. Wyrzucenie z zespołu prowadzi człowieka do pewnych przemyśleń: dobra, czas działać mocniej. I działałem. Aż dwa lata temu, przeprowadziłem się z Pauliną do Warszawy (z której wróciliśmy po roku). Choć teraz chyba znów tam wrócę. Wydaję mi się, że w Poznaniu było mi dobrze, przez kilka lat ale już wystarczy. Jako dziecko wiele razy się przeprowadzałem. Zostało mi to we krwi. By cały czas zmieniać swoje miejsce. Ostatnio jeden z moich znajomych powiedział: Poznań to jest świetne miejsce, jeżeli przez chwilę chcesz sobie postać w miejscu.

Nie tylko ty to usłyszałeś.

Warszawa jest zła. Trzeba tam działać inaczej niż innych miastach. Jeszcze inny jest Kraków, Trójmiasto czy Lublin. Mnie na razie bardzo odpowiada. Myślę, że od marca tam wrócę. Nie wiem w jakim stopniu, nie wiem, po jakim czasie zmienię zdanie i powiem: Od teraz tylko Berlin czy Białystok. Ale wiesz, wciąż, kiedy ktoś mnie pyta to odpowiadam, że jestem z Poznania. Bo tu spędziłem najważniejsze lata swojego życia, mimo że urodziłem się w Suwałkach. Jeżdżę tam, ale po kilku godzinach tam spędzonych mam ochotę wracać do siebie. Czyli do Poznania. Suwałki to straszne miasto, niczym z opowieści Żulczyka, w których główny bohater wyjeżdża i piszę straszne rzeczy o tym mieście. Tak się czasem czuję.

To dziwne. Bo wiesz, jak słucha się twoich tekstów to czuć ten mrok. Ja sobie myślę, że ich twórcę widzę w takiej drewnianej chacie, gdzieś na Suwałkach, na pustkowiu. Czując specyficzny klimat północy. To jest ten mrok. Mnie to tak pasuję. Suwałki i tak są dość głęboko w Tobie. Wspomnienie dzieciństwa TAM nie są chyba kolorowe? Nostalgiczne?

Jest w tym dużo racji. Nie darzę Suwałk wielką sympatią. Z drugiej strony pierwsza płyta była trochę podsumowaniem całego mojego życia, do momentu wydania jej. Kolejne nie powiem, że są zgoła odmienne, bo to wciąż jestem ja. I moje życie. Jednak to jest już inne. Pod względem muzycznym, czy instrumentalnym. Jednak faktycznie teraz uzmysłowiłaś mi, że ta płyta tak brzmi trochę. Jakby była gdzieś nagrana w chacie, w lesie. A najśmieszniejsze jest, że nagrana została w Łodzi.

To jest akurat miasto, do którego ja mam słabość. Bo kiedyś zrezygnowałam z pójścia na filmówkę. I zostawiłam to. Marzenia. Tak, jak zostawia się ukochaną osobę. I wyjechałam z kraju.

Dla mnie Łódź jest strasznie smutnym i przygnębiającym miastem, jednak bardzo dobrze się w nim odnajduję. To kwestia tego, że miasto tworzą ludzie. Poznałem tam mnóstwo wspaniałych osób, które tam mieszkają, tworzą. Jestem tam często. Ale czuje się tam dobrze na chwilę. I mówię tak o tym, bo myślę, że na tej płycie strasznie słychać, że to jest Łódź. Ta piwnica, w której nagrywałem…

To miasto może być okropne, brzydkie, brudne. Dla mnie zawsze będzie miastem artystów, sztuki, może trochę wyrzutków, którzy szukają siebie. Jednak to artyści trzymają na swoich barkach to miasto, ten klimat.

Chłopak w otoczeniu palm

Tak! To jest to! Dlatego jest tam jakaś mała nić koneksji, pomiędzy Łodzią a Suwałkami. Tej mrocznej poświaty, która nie do końca dopuszcza wszystkie promienie słońca, i utrzymuje ten notoryczny mrok nad miastem. Tak to widzę. W ogóle jest dużo miast w Polsce, które mają swój klimat, taki, że wiesz, jakbyś robiła postaci w grze. Łódź miałaby swoją konkretną postać, bo jest tak charakterystyczna. Tak samo Poznań czy Kraków.

Kiedyś czytając któryś z twoich wywiadów, zapisało mi się w głowie zdanie, jakie Paulina powiedziała do dziennikarza: jak nie wiesz, o co pytać, albo chcesz bardzo pytać to najlepiej o teksty. Tylko nie chcę przekraczać twojej granicy.

Nie ma granicy.

To o czym jest Sierść?

To ukrywanie się za jakimiś symbolami. Jak to się robi w literaturze i poezji. O tym, że poprzez alkohol można wyrządzić dużo krzywdy osobom bliskim. Również sobie. Tak naprawdę jest to piosenka po prostu o alkoholizmie. A w zasadzie o strachu. To jest taki wymieszany strach, jak to jest żyć bez alkoholu. I jak mocno rani się osoby, które podlegają pod Twoje uzależnienie. Bardzo mnie rozczula, jak koleżanka mówi mi, że jej ośmioletnia córka śpiewa, że ktoś potruł wszystkie koty. To jest jej ulubiona piosenka. Myślę wtedy, świetnie! Pogadamy za osiemnaście lat czy chodziło o koty.

Bardzo się cieszę, że ta piosenka żyję takim życiem. Z jednej strony ci, którzy chcą wiedzieć, wiedzą, że jest to jedna wielka litania do osób, które miały do czynienia z najczarniejszą moją postacią. Osoby nieradzącej sobie z alkoholem. A dokładniej z jego nadużywaniem. Z drugiej strony piosenką, która ma parę innych wymiarów. Zabawne jest, że pomysł na nią przyszedł, gdy siedziałem w Korei, w Seulu. Czekałem na Paulinę, która była w sklepie z lalkami. Ja siedziałem paląc papierosa pod tym sklepem i widziałem jak przebiegają koty obok śmietnika, przy którym leżało dużo ryb, mięsa. I one jeden za drugim wąchały to mięso. I nie jadły go. Pomyślałem wtedy, że może ktoś wystawił to, jako zasadzkę i chcę je otruć. Później, jak pisałem tę piosenkę, nie wiedząc jak uwzględnić swój problem, i ubrać to w słowa, to przypomniało mi się to. Wszyscy lubią koty. Ty nie?

Nie.

Ja też nie.

Jeden album, jedna książka i jeden film, które wpłynęły na ciebie?

PS: Muzycznie Tom Waits. Jest starym draniem. Mój bliski przyjaciel Szymon Żurawski powiedział mi, że codziennie jak się budzi to sprawdza w Internecie, czy Paul MCartney żyję. Ja mam tak z Tomem Waitsem.

Ja tak miałam z Bowie.

Bowie byłby gdzieś za Waitsem. On mocno poukładał mi rzeczy w głowie. Odnośnie tworzenia. I przede wszystkim samego patrzenia na to, jak się tworzy. Książka… boje się, że teraz odpowiem i będę żałował.

To właśnie syndrom jednej chwili. Jakbyś na minutę przed śmiercią miał wybrać.

Muszę pomyśleć… Film to zdecydowanie Mechaniczna Pomarańcza. Oglądałem go z dwadzieścia razy. Co najmniej. Od lat młodzieńczych do niedawna. Niesamowite zbudowanie uniwersum. Kto oglądał, to wie. A płyta…

To są najgorsze na świecie pytania. Dlatego musiałam je zadać.

Wiem, to przewrotnie. Niech to będzie Peja Na legalu. To jest płyta, przez którą ostatecznie zdecydowałem się przyjechać do Poznania. Pomyślałem sobie, że być może zamieszkam na Jeżycach. Znam tę płytę na pamięć od pierwszego do ostatniego numeru. Uważam, że należy jej się osobne miejsce w Panteonie polskiej muzyki. Nie tylko rapu. Mimo że minęło już trochę lat od wydania tej płyty. Wiążę z nią niesamowite wspomnienia.

Ta płyta to taki młody Swiernalis?

Tak, ale ja do dziś słucham bardzo dużo rapu.

Czyli to jest takie wspomnienie. Bardzo młodzieńcze. Akurat dokonałeś świetnego zabiegu, bo to jest jedno z moich pytań. Myśląc o pewnych płytach, artystach człowiek przywołuje swoją młodość. Chyba w młodości wszystko bardziej człowieka poruszało. Wywoływało większe emocje niż teraz. Czy lepiej tworzysz na przestrzeni lat? Czy twoja muzyka będzie jeszcze lepsza, bo osiągnąłeś pewną dojrzałość, czy odwrotnie? Z wiekiem tracisz wewnętrzne dziecko, ten młodzieńczy bunt, chaos, by wykrzyczeć ból?

Na pewno jest grono artystów, którzy z roku na rok stają się bardziej wyrachowani. Nie chce tu mówić, że sprzedali się czy tworzą pod publikę. Zdecydowanie nie służy im to. Jest lwia część artystów, których gdzieś tam trzymam blisko przy siebie jako inspirację, to artyści, którzy dojrzewają. Ale w ten dobry sposób. Powiedzmy biorąc pod uwagę nasze podwórko : Hey. Oni zaczynali od grania rocka harcerskiego wręcz. A teraz z płyty na płytę coś się dzieje i się przeistacza. Oni nie zwalniają. Nosowska piszę wciąż świetne teksty, a chłopaki wymyślają dalej świetne motywy. To wszystko z płyty na płytę się zmienia. Najbardziej lubię, jak jakiś zespół wydaję nową płytę i czytam w Internecie komentarz, że się skończyli. Wtedy wiem, że chcę tego posłuchać. Powiedzmy takie Arctic Monkeys.

Idealny przykład. Straszny hejt się na nich wylał.

To jest świetny album, który z parę dni temu z kimś słuchałem. Stwierdziliśmy sobie, że artysta dojrzewa, zmienia się. Każdy z nas zmienia preferencje smakowe, zapachowe. Wydaje mi się, że dobrze, że są artyści którzy wydają kolejno podobne płyty. Jak Mac DeMarco. Albo Behemoth. Wiesz, jest wciąż Behemoth czyli brud i zło, ale płytę otwiera teraz chór dziecięcy. Chłopaki próbują nowych ścieżek. Zdecydowanie wydaje mi się, że dorastanie u dobrych artystów wpływa dobrze. David Lynch tworząc, robi kolejny pokręcony, ciężki film. I zapiera dech.

Wydaje mi się też, co jest możliwie wadą w życiu prywatnym, że nie straciłem w sobie bycia dzieckiem. I widzę to w kontaktach z rówieśnikami, co jest czasami żałosne. Coś za coś. Założyłem sobie taką drogę, nie jest mi z tym źle. Zdecydowanie zmiany czy metamorfozy to coś, co mogę powiedzieć, że mnie podnieca. To piękne.

W naszej rozmowie często pojawia się rap. W kwietniu spotkaliśmy się na koncercie Pro8lemu. W czeluściach Internetu znalazłam wypowiedź, że poruszające są dla ciebie ich teksty. Polska scena muzyczna nie miała nigdy takiego duetu.

Moim zdaniem Oskar jest poetą. Na miarę naszych czasów wręcz idealnym. Wiesz, fajnie jak była Osiecka i pisała teksty. Ale to jest rap. Przed Oskarem osobą, która mi strasznie imponowała, w tym świecie jest Sokół. On jest wieszczem. Jak pierwszy raz usłyszałem Pro8l3m to pomyślałem sobie, co to za gość? Maniera Oskara jest nie do porównania z niczym. Zakres jego słów jest podobny. To jak on plastycznie opisuje sytuacje, których nikt inny by się nie podjął… Wiesz dragi, życie nocne. Oni są bardzo psychodeliczni. Ilość używek psychodelicznych, która się tam przewija, jest niesamowita. Uwielbiam na ich koncertach obserwować ludzi, którzy walą linijka po linijce te teksty. Oni skaczą i bawią się w najlepsze. Zdaję sobie sprawę, że dla nich to jest ta chwila szaleństwa. Jednak kiedy przyszłoby im przeżyć samemu zdarzenia z utworów, byłoby to dla nich nie do zniesienia. To jest tak jak z książkami Bukowskiego. Ostatnio rozmawiałem o tym z koleżanką. Uwielbiam Charlesa. Nie cierpię jednak w ludziach, że ludzie bardzo lubią to czytać. Tylko wtedy, kiedy sami borykają się z taką sytuacją, to jest to dla nich obrzydliwe. Tak samo jest z Oskarem. Dla mnie to fenomenalny duet.

Oni mnie kupili jednym zdaniem. Luty 2018, śnieg i słyszę z głośnika Ona milczy głośniej niż krzyczę.

Zastanawiałem się nad tym też, czy faktycznie opisuje sytuację, które empirycznie poznał. W sumie nie jest to istotne. Skoro potrafi stworzyć coś takiego w głowie, oznacza, że o tym myśli. Jeżeli o tym myśli to dopuszcza to do siebie.

Jak tworzyć to historię. Jaki będzie Swiernalis za 5 lat?

Nie wiem, nie zastanawiam się nad tym.Planuje, ale nie zakładam. Patrząc na to jak życie się toczy, myślę, że podobny do tego kim jestem teraz. Bez zmian stylistycznych. Jest tyle możliwości. Wiesz, chciałbym kiedyś nagrać płytę rapową. Zdecydowanie. Nie wiem czy za pięć lat, nie okaże się, że chcę zrobić płytę techno czy jeszcze z innego gatunku jak house. Niczego nie zakładam. Niczego nie odrzucam. Mam nadzieje, że nie będę zbyt nerwowy.

Mężczyzna w czarnej koszuli na tle jednolitej ściany

Na zakończenie przeczytam pewien komentarz. Zaczynaliśmy rozmowę od Chłopca z papierosem. I nim chcę zakończyć. Pewna dziewczyna napisała pod video takie zdanie: Czuje się, jakbym spaliła całą paczkę w niecałe 5 minut.

To jest piękny opis całej sytuacji. Jesteś torpedowana twarzami, które palą i kupują twój wzrok.Taki był zamysł. Jest taka moja ulubiona scena, oglądałaś film Donnie Darko?

Jasne.

Moment, kiedy jest po wszystkim i on cofa się do normalnego trybu, idzie spać i ten silnik na niego spada, jest moment. Jego była dziewczyna podjeżdża na rowerze, i pyta się co się stało? Kto tu właściwie mieszka? I scena jak jego matka odpala papierosa trzęsącymi się dłońmi. Dla mnie, od tego momentu, zawsze papierosy kojarzą się z pierwszą rzeczą po sytuacjach stresowych, smutnych, dobrych. To kult. A kult niestety często jest zły. Bogowie, którzy byli kultywowani, byli także złymi bogami. Tak samo jest z papierosami. Mamy świadomość zła, ale bardzo pociągającego i pięknego.

Rozmawiała: Marta Duszyńska
Zdjęcia: Paweł Swiernalis/Maja Kopa

Komentarze
Chłopiec z papierosem, czyli Swiernalis. „Po osiągnięciu dna, odbiłem się o kolejne”
Oceń artykuł