Bovska dostała w „Pysk”, czyli nowa płyta za rogiem

Kobieta stojąca w połowie za kolorową zasłoną

Bovskiej nie trzeba przedstawiać nikomu. Artystka zdecydowanie jest jednym z najważniejszych debiutów 2016 roku, a piosenkę „Kaktus” chyba każdy z nas chociaż raz podśpiewywał pod nosem. Szykujcie się, bo drugi krążek nadchodzi wielkimi krokami.

Pierwszy nakład jej debiutanckiej, zatytułowany tak samo, jak podśpiewywany przez nas singiel, został wyprzedany dwa dni po premierze. Utwory Bovskiej jeszcze przed premierą albumu biły rekordy popularności w Internecie, gdzie dotychczas odtworzono je ponad 10 milionów razy. Polacy pokochali jej muzykę. Widzowie zawsze wychodzą uśmiechnięci z jej koncertów. Artystka ma w sobie świetną, pozytywną energię, która bije od niej ze sceny. Głos Magdy, kolorowe kreacje i radosne piosenki świetnie ze sobą współgrają.

Do internetu trafiła właśnie wiadomość, która ucieszy fanów Bovskiej. Już 31 marca odbędzie się oficjalna premiera nowej płyty artystki. Pysk powstał przy współpracy Bovskiej z Janem Smoczyńskim. Zdjęcia promujące płytę zostały wykonane przez Kasię Bielską.

Nowy krążek Bovskiej jest pełen kontrastów. W kolejnych piosenkach wokalistka zaprasza nas do różnych światów nasyconych miłością i intymnością. Jak przystało na artystkę Pysk to także humor i wyobraźnia, do których warto podejść z dystansem. Na płycie usłyszymy Bovską śpiewającą mniej, jak i bardziej delikatnie. Nie zawsze o sobie. A to wszystko w oparach gęstego warszawskiego smogu, gdzie czasem można dostać w pysk.

Płyta Pysk powstała w nieco ponad pół roku, poczynając od utworu Haj, który napisaliśmy z Janem Smoczyńskim w wakacje. To był pierwszy moment, kiedy udało nam się z nową energią wskoczyć do studia. Już wtedy miałam potrzebę nowego, chociaż Kaktusowy materiał podczas kolejnych wykonań na żywo wciąż się zmienia i rozwija. To właśnie kolejne koncerty dają mi dużą inspirację do pisania nowych piosenek i nieco zmieniają perspektywę, otwierają, mówi Bovska.

Okładka nowej płyty Bovskiej

Tekst: Katarzyna Tilda Frąckowiak

Oceń artykuł