Self-titled Baaby Kulki to niezwykle przyjemny, bo szczery upust fanowskiego oddania – album z coverami, ale odważny i bezkompromisowy niczym materiał wyjściowy, w dodatku po mistrzowsku wystrzelono go w rejony odległe od brzmieniowej macierzy. Singlowy „Aces High” zyskał dubowy sznyt, „The Wrathchild” prowadzi delikatna partia fletu, „Prodigal Son” energicznie zaprasza na parkiet, „Flight Of The Icarus” balladowym przejęciem łączy w pary, a „The Clairvoyant” to już weselna zabawa na całego. W rytmie lambady! Z ironiczną, ale momentami metalowo wręcz poważną Gabą Kulką w roli porywającego wodzireja. Fantazja ekipy prowadzonej przez Bartka Webera poraża niczym gitarowe kanonady samych Ironów. Nie mam żadnych wątpliwości: honor Żelaznej Dziewicy został obroniony, a nieco patynowy już dorobek Stephena Harrisa i spółki skutecznie odczarowany.
Baaba Kulka
Baaba Kulka
Mystic
9/10





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...