BLOGI / FILM
Polskie filmy wylądowały w Rotterdamie
POLSKIE FILMY WYLĄDOWAŁY W ROTTERDAMIE
Tekst: Irmina Dąbrowska    
2010.02.04

Z trzech polskich obrazów pokazywanych na festiwalu aż dwa mają się dobrze w plebiscycie publiczności. Na 20. miejscu "Świnki" Roberta Glińskiego, na 25. "Zero" Pawła Borowskiego (na którego dzisiejszy pokaz dawno temu wyprzedały się bilety). Wynik naprawdę dobry biorąc pod uwagę liczbę filmów pokazywanych w Rotterdamie. I to, że duże przeboje festiwalowe czy obrazy zakwalifikowane do konkursu o nagrodę główną festiwalu, Tiger Award, wypadają w ocenie widzów o wiele gorzej. Inna kwestia, jak bardzo trzeba się takimi rankingami sugerować - na drugim miejscu, po okupowaniu przez długi czas pierwszej pozycji, plasuje się obecnie amerykański "Fantastic Mr. Fox"…

Obstawiam, że najlepiej w ocenie widzów wypadnie "Wszystko, co kocham" Jacka Borcucha, które, po triumfach w kraju i pobycie w Sundance, miało wczoraj swój pierwszy rotterdamski pokaz. Nie jestem w stanie stwierdzić czy międzynarodowa publiczność rozumie całą historię, ale jak tłumaczył wczoraj Jacek Borcuch, jego film jest o sprawach uniwersalnych: dzieciństwie, dorastaniu, pierwszej miłości, pierwszych dorosłych decyzjach. Jedno jest pewne, publiczność przyjęła "Wszystko, co kocham" bardzo gorąco, wiwatując na cześć reżysera i jego młodych aktorów. Ja sama podejrzałam, jak siedzący obok chłopak ocierał ukradkiem łzy. Jedna z osób pracujących przy festiwalu opowiadała mi wczoraj po pokazie, że jej zdaniem był to jeden z lepszych filmów, jakie widziała w ciągu ostatnich lat w Rotterdamie. I co ważne i zawsze miłe - że film Borcucha jest perfekcyjny od strony realizacyjnej, nie widać żadnych różnic między nim, a filmami z Europy Zachodniej.

Po takich patriotycznych uniesieniach (naprawdę wzruszyłam się wczoraj widząc wielką salę kina Pathe wypełnioną po brzegi) muszą oczywiście nastąpić jakieś zgrzyty. Chociaż może to moje przewrażliwienie, że irytuje się, kiedy widzowie pytają czy we współczesnej Polsce na młodych ludzi czeka jakaś przyszłość. Jakby oczekiwali odpowiedzi - skądże, nadal mamy czołgi na ulicach, czasami też przebiegnie po osiedlu jakiś niedźwiedź polarny (chociaż, biorąc pod uwagę pogodę podczas ostatniego miesiąca…). Nie mogę też znieść jak młodzi polscy aktorzy, tak cholernie utalentowani jak dwójka grająca główne role, nie jest w stanie sklecić jednego sensownego zdania na temat polskiej historii czy tego, co obecnie dzieje się u nas w kraju.

Polskich akcentów jest zresztą więcej. Np. w "wizualnym pamiętniku", obrazie "Paradise" amerykańskiego reżysera Michaela Almereyda (współpracownik m.in. Skolimowskiego i Wendersa), którego "oglądanie bardziej przypomina słuchanie muzyki, niż czytanie literatury" (określenia reżysera). Widzimy ujęcia z najróżniejszych części świata, obserwujemy ludzi różnych narodowości i zawodów w codziennych zajęciach. Nagle słychać jeden z przebojów Kylie Minogue, a na ekranie pojawia się jak najbardziej polski tapicer naprawiający wersalkę. Ach, jak swojsko.

GALERIA

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.