Młody Eric wydaje się być jedyną odpowiedzialną osobą w swojej rodzinie, mimo, że ma około dwunastu lat. Jego ojciec upija się do nieprzytomności i robi wszystko, żeby nie znaleźć pracy. Młoda siostra, która niedawno urodziła dziecko, czekając na ojca malucha (który oczywiście siedzi w więzieniu), puszcza się i narkotyzuje. Eric wagaruje, trochę kradnie, trochę bawi się w wandala. Często zajmuje się dzieckiem swojej siostry, która zawsze ma ważniejsze sprawy na głowie.
Katalog i krytycy porównują film debiutującego Martijna Maria Smitsa z twórczością braci Dardenne. Po entuzjastycznym przyjęciu przez rotterdamską publiczność jeden z biorących udział w dyskusji powiedział: to porównanie nie oddaje sprawiedliwości temu obrazowi.
Film Smitsa jest przede wszystkim surowy, przeplatany melancholijnymi zdjęciami, kiedy bohaterowie na chwilę odrywają się od swojego marnego życia. To ludzie, którzy natrafiając na przeszkodę poddają się bez walki. Podejmują złe decyzje, okazują się słabi. Oprócz najmłodszego Erica, który pozostawiony bez jakiegokolwiek wsparcia, opieki czy kierunkowskazu, wybiera mimowolnie najgorszą z dróg.
Podczas dyskusji po pokazie z publiczności odezwała się dziewczyna z Danii, która zaczęła narzekać na podobne problemy w swoim kraju (fabryki zostają przeniesione do Europy Wschodniej albo do krajów azjatyckich, a bezrobocie rośnie). Jak zwykle współczucie dla naszych biednych zachodnioeuropejskich znajomych przychodzi mi trudno. Jedno jest pewne: nędza i beznadzieja wyglądają wszędzie dokładnie tak samo. Te same mieszkania - nory, ten sam brak perspektyw i złe decyzje. Czy jesteśmy w Danii, Polsce, Belgii czy Wielkiej Brytanii.




























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...