Barbara Klicka: Nie mogę mieć pewności, czy posiadam coś więcej niż swoje własne ciało

Kobieta podpierająca głowę na dłoni i okładka ksiązki Zdroj

Barbara Klicka dała nam się do tej pory poznać przede wszystkim jako poetka — jej tomy poezji — same same oraz nice, były wielokrotnie doceniane przez krytyków, a za tom nice poetka otrzymała Nagrodę Literacką Gdyni oraz Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius. Dzisiaj — na kilka dni przed premierą jej debiutanckiej powieści Zdrój, rozmawiamy z Barbarą Klicką o tytułowym Zdroju, procesie twórczym, cielesności i planach na 2019.

Zanim jednak zaprosimy Was do lektury rozmowy, przypomnimy, że niedawno opublikowaliśmy na łamach HIRO przepremierowy fragment Zdroju, który możecie przeczytać tutaj: Jakie mroczne tajemnice może skrywać sanatorium? Przedpremierowy fragment „Zdroju” Basi Klickiej. Premiera książki już 30 stycznia!

Do tej pory mogliśmy poznać Cię jako poetkę, chociaż, jak przyznałaś w jednym z wywiadów, Twoje wiersze mają szeroką frazę, przez co są zbliżone do prozy. Czy myśl o napisaniu powieści dorastała razem z Tobą, czy pojawiła się jak przysłowiowy piorun z jasnego nieba?

Jestem bardzo przywiązana do odczucia i myśli, że moje pisanie jest nieodzownie związane z poczuciem wolności, a mówiąc po ludzku, że w tej akurat dziedzinie zawsze i naprawdę robię to, na co mam ochotę. Notatki do Zdroju zaczęłam robić chyba w 2012 roku, a nawet może jeszcze wcześniej, więc trudno tu mówić o piorunie lub innym nagłym zjawisku atmosferycznym. Tylko że przez raczej dłuższy czas te – w większości niewykorzystane przeze mnie w finalnej wersji tekstu – zapiski czekały na moment, w którym będę miała chęć na skorzystanie z mowy nieco mniej wiązanej.

Jestem już po lekturze Zdroju. Opowiedziałaś historię, która zdecydowanie nie jest ani prosta, ani jednowątkowa, a udało Ci się zmieścić ją w dość ścisłej 130-stronnicowej formie. Jak wyglądał Twój proces twórczy, przy tworzeniu Zdroju?

Zaczęłam od odświeżenia sobie kilku książek, których akcja toczy się w uzdrowiskach (na przykład Czarodziejskiej góry, czy Walca pożegnalnego), ale też od ponownej lektury kilku tekstów, które od początku wydawały mi się ważne dla Zdroju (wśród tych z całą pewnością najważniejszy był Piotruś Leo lipskiego). Potem na jakąś dłuższą chwilę starałam się w ogóle zarzucić czytanie jakiejkolwiek prozy. Poza Kafką, ale on się nie liczy. Całe szczęście na świecie jest mnóstwo pięknych wierszy i esejów, a niektóre z nich nawet istnieją w języku polskim – dzięki temu na tym etapie roboty też było mi wesoło. A potem niestety nie pozostało mi już nic innego jak usiąść i napisać. Szło to bardzo niespiesznie, gdyż raczej mało jest we mnie epickiego rozmachu.

Jako miejsce akcji wybrałaś sanatorium, które nie kojarzy się nam jakoś szczególnie interesująco — ot miejsce na regenerację. A Ty jednak postanowiłaś pokazać, że nawet takie miejsce może mieć swoją drugą stronę medalu — zdecydowanie mroczniejszą. Gdyby historia działa się w szpitalu, pewnie nikogo by nie zdziwiła jakoś specjalne, a tu faktycznie jest efekt „wow”. Taki był Twój zamiar, zaskoczyć czytelników i wprowadzić na niewydeptaną ścieżkę?

Jaka tam ona niewydeptana… Ze dwie lub nawet trzy osoby przede mną zajmowały się już literacko tymi specyficznymi miejscami, jakimi są uzdrowiska. Moim zadaniem było więc nie tylko opowiedzieć historię Kamy, ale też w jakimś stopniu odnieść się do tych najsilniejszych sanatoryjnych narracji.

Zarówno w Twojej poezji, jak i powieści jest obecny motyw cielesności. Można powiedzieć, że to Twój znak rozpoznawczy. Skąd potrzeba poruszania tego wątku?

Wiesz, mi się zdaje, że nie mogę mieć pewności, czy posiadam coś więcej niż swoje własne ciało, a nawet – w dni gorsze – myślę sobie, że wręcz mogę nie mieć dostępu do niczego innego niż ono. Nawet co do tak zwanego życia psychicznego nie można mieć chyba pewności, prawda? Jeśli by tak było, to choroba byłaby częściowym końcem świata tak jak śmierć jego ostatecznym zniknięciem. Dla mnie to brzmi interesująco.

Wracając na chwilę do Zdroju. Co prawda nie ocenia się książki po okładce, ale jestem ciekawa skąd pomysł na jej projekt. Widzimy czarno-białe zdjęcie kobiety w roboczym, dopasowanym fartuchu, idealnie ułożone włosy, na jej popiersiu logo Zdroju. Mając za sobą już lekturę, wydaje się, jakby okładka mówiła: Pozory, mylą. Ale może masz sama inną interpretację?

Na okładce Zdroju można zobaczyć — oczywiście, oczywiście — siostrę Ratched, która na zawsze pozostanie królową i patronką wszelkich placówek opieki zdrowotnej.

Co po premierze książki? Masz już w planach kolejne projekty?

Wiele wskazuje na to, że zabiorę się znów za pisanie czegoś dla teatru. A i książka poetycka, niemalże gotowa, czeka na swój moment w komputerze. Zobaczę jeszcze, jak mi to się wszystko ułoży.

Rozmawiała: Klarysa Marczak
Zdjęcie wyróżniające przedstawiające Basię Klicką: Dominika Dzikowska

Komentarze
Barbara Klicka: Nie mogę mieć pewności, czy posiadam coś więcej niż swoje własne ciało
Oceń artykuł