Arctic Monkeys: Psychodeliczna Odyseja [RECENZJA]

Czarno-białe zdjęcie czwórki mężczyzn

Na nowy album kazali sobie czekać aż 5 lat. Arctic Monkeys 11 maja wypuścili na rynek muzyczny jedną z bardziej wyczekiwanych płyt tego roku, zatytułowaną Tranquility Base Hotel & Casino. Sprawdźmy, w którą stronę teraz poszedł zespół.

Ostatni album zespołu – AM był idealną rockową płytą naszych czasów, niemal zbyt dobrą, żeby dało się ją naśladować. Pewnie dlatego zespół uznał, że z rockiem zrobili, co mogli i przenieśli się w inny styl muzyczny, czego fani się chyba nie spodziewali.

Tranquility Base Hotel & Casino usuwa etykietkę, jaką przypisaliśmy zespołowi po 2013 roku. To znaczy, oczywiście ci, którzy czekali na powtórkę z ostatniego krążka, dostaną ją. W Golden Trunks mamy to samo brzmienie gitary, które znamy z poprzednich albumów. She Looks Like Fun rozpoczyna się bardzo rockowym wejściem – one, two, three, four.

Gitarzysta Jamie Cook, perkusista Matt Helders i basista Nick O’Malley są co prawda słyszalni na albumie, ale zostali nieco wyciszeni i jakby przemeblowani. Wszystkie te elementy dokładają cegiełkę do psychodelicznego klimatu, który jest na tyle w stylu lounge-pop, że album zdecydowanie można puścić jako tło w piano barze.

Alex Turner – główny wokalista oraz gitarzysta zespołu, zabrał go w przestrzeń, dokładniej na księżyc – co możemy usłyszeć w piosenkach takich, jak Science Fiction (I must admit you gave me something momentarily in which I could believe) czy Batphone (I’ll be by the batphone if you need to get a hold).

Niesamowity kawałek Four Out of Five częściowo przypomina rytm Cooka (gitarzysty) z jednego z bardziej znanych utworów zespołu Do I wanna know?. Album występuje w wąskim paśmie dźwiękowym, ale ten pasek z czasem ujawnia głębie i tekstury, powracając tym samym do starego brzmienia Artic Monkeys.

Jestem zdania, że te zespoły, które umieją zaskoczyć swoich fanów, utrzymują się na rynku najdłużej. Z taką myślą, uważam, że ten album to strzał w dziesiątkę. Ci, którzy słuchają albumu z nadzieją powrotu do poprzedniego stylu, mogą się trochę zawieść, ale wszechstronność, jaką pokazuje zespół, powinna być doceniona. I na pewno będzie przez tych, którzy mają szacunek do zespołu, który nie robi muzyki pod fanów, a pod to, jakie brzmienie aktualnie do niego pasuje.

Tekst: Joanna Kowalska
Zdjęcie wyróżniające: Zackery Michael

Komentarze
Arctic Monkeys: Psychodeliczna Odyseja [RECENZJA]
Oceń artykuł