AlunaGeorge

636161Jesteście w Polsce już od porannych godzin. Jak pierwsze wrażenia?

Może cię to zaskoczy, ale wasz kraj przypomina mi Anglię! Krajobrazy są podobne, ludzie wydają się mieć podobną mentalność, więc czuję się trochę jak w domu. Poza tym ten festiwal jest chyba blisko jakiegoś lotniska, bo cały czas samoloty przemykają nisko po niebie, co jest trochę przerażające! Mieliśmy też okazję skosztować regionalnego piwa i jest ono naprawdę dobre, może nawet wezmę kilka butelek w dalszą trasę.

George, nie tęsknisz za graniem indie? W twoim obecnym zespole nie ma zbytnio miejsca na gitary.

Dobre pytanie. Cóż, grałem na gitarze od lat. Codziennie. W pewnym momencie nie mogłem patrzeć już na swój instrument. Powiem ci coś zabawnego, na albumie AlunaGeorge miałem umieścić gitarowe wstawki, ale tak spodo- bała mi się zabawa elektroniką, że zupełnie o tym zapomniałem! Ostatnio grywam także na pianinie i chyba nie tęsknię za gitarą. W przyszłości na pewno powrócę do strunowych instrumentów, ale kiedy to będzie i w jakim projekcie – naprawdę nie mam pojęcia.

Którą piosenkę z waszego albumu „Body Music” lubisz grywać najbardziej na koncertach?

Moim faworytem jest „You Know You Like It”. Publika doskonale zna ten kawałek i zawsze wszyscy się przy nim doskonale bawią – co działa także na nas.

Przyznam, że mam problem z tym, czy określić wasz zespół mianem popu, czy alternatywy. Jak ty to widzisz?

Z jednej strony nasze kompozycje mają popową wrażliwość, z drugiej strony zawsze lubiłem dziwne, niekonwencjonalne i „niezbyt przyjemne” dźwięki, które można odnaleźć w naszej twórczości. Popowe w AlunaGeorge jest także to, że melodie, które wymyślamy, można łatwo zapamiętać i później nucić sobie pod nosem… Wydaje mi się więc, że znajdujemy się gdzieś na granicy tych dwóch światów – popu i alternatywy. Ale zdecydowanie różnimy się od zespołów, które promowane są dziś w mediach. Musisz to przyznać.

Wasz debiutancki album ukazał się kilka dni temu na rynku. Jak się z tym czujecie?

To naprawdę wspaniałe uczucie. Jest to zwieńczenie naszej ciężkiej pracy i spełnienie marzeń. Od zawsze chciałem być muzykiem i nagrywać płyty, więc jestem prawdziwym szczęściarzem. Krytycy i ludzie interesujący się muzyką wypowiadają się o „Body Music” w superlatywach, co nas dodatkowo upewnia w tym, że podążamy właściwą ścieżką.

Zauważyłem, że podeszliście do promocji „Body Music” w dość oryginalny sposób. Zaangażowaliście internautów w cyberpodróż po dziesięciu stronach www, na których, po kolei, co godzinę, prezentowaliście swoje utwory.

Nowe czasy wymagają nowego podejścia od artystów. Rynek muzyczny to już zupełnie inny krajobraz niż ten, który mogliśmy obserwować kilkanaście lat temu. Dla współczesnych odbiorców ważne są nowe i atrakcyjne formy promowania muzyki. Na pomysł dziesięciu stron internetowych wpadł nasz manager, a nam bardzo ta idea się spodobała. W końcu poznałem Alunę przez internet, w sieci były głośno komentowane nasze poczynania, więc jesteśmy z cyberprzestrzenią związani praktycznie od początku. Była to też pewna forma podziękowania naszym fanom za wsparcie, jakie nam okazali. Ludzie nie zdają sobie nawet sprawy, jak duży wpływ mieli na nas, i jak bardzo nam pomogli.

Na koncertach staracie się używać prawdziwych instrumentów, takich jak bas, perkusja i klawisze. Wygląda na to, że chcecie, by muzyka prezentowana na żywo była w pełni organiczna.

Dokładnie tak jest. A powiem ci, że nie jest to wcale łatwe, kiedy większość muzyki tworzysz na komputerze. Musisz się później nieźle nagłowić, jak „przenieść” te dźwięki z laptopa na instrumenty. Ale staramy się to robić. Fajnie jest mieć na scenie całą ekipę ludzi, z którą tworzysz zespół. Nie sprawiałoby nam też frajdy zwykłe stanie za monitorem i wpatrywanie się w niego. Wolimy kontakt z publiką, interakcję z ludźmi.

Poznałeś Alunę, kiedy robiłeś remiksy jej poprzedniego zespołu – Toys Like Me. Jak szybko wpadliście na to, że chcecie pracować razem? Była to muzyczna miłość od pierwszego wejrzenia?

Rzeczywiście bardzo szybko między nami „zaiskrzyło”. To było naprawdę dziwne uczucie… Wiesz, wbrew pozorom nie jest wcale łatwo znaleźć ludzi, z którymi doskonale rozumiesz się w kwestii wspólnego grania, i wizji, jak ma to dokładnie wyglądać. Z Aluną pracuję mi się świetnie i myślę, że ona odbiera to podobnie.

tekst | KAMIL DOWNAROWICZ
foto | MATERIAŁY PROMOCYJNE

Komentarze
AlunaGeorge
Oceń artykuł